PODERŻNĄŁ MU GARDŁO
Kto w tak okrutny sposób zabił 10-letniego psa?
Cygan w rodzinie Lisowskich był od szczeniaka. - Cygan, bo był cały czarny - uśmiecha się na wspomienie psa jego właścicielka Ewa Lisowska. Był 10-letnim mieszańcem owczarka niemieckiego. - Trzymaliśmy go w kojcu, był wiązany na łańcuchu, bo trzeba przyznać, że zdarzało mu się przeskakiwać płot. Ale nigdy nie zdarzyło się, żeby kogoś pogryzł, czy zaatakował. Nie był agresywny, ale że był duży, ważył około 40 kilogramów, więc budził respekt. Zawsze też groźnie szczekał, kiedy ktoś przechodził obok naszego płotu...
W piątek 26 lutego rano Cygan zniknął. - Obudziliśmy się i już psa nie było. Został łańcuch z obrożą - zsunęła mu się. Wiadomo było, że uciekł - opowiada E. Lisowska. - Po południu widziano go, jak ganiał z jakiśm psem. Nie wrócił na noc. W sobotę szukaliśmy go. Ale nigdzie pieska nie było. W niedzielę rano mama jechała ulicą Południową i zobaczyła, że jakiś pies leży w rowie przy drodze. Poznała, że to nasz Cygan... Byłyśmy przekonane, że potrącił go samochód. Jeszcze brat pojechał sprawdzić, czy to na pewno Cygan. To był on... - mówi wzruszona właścicielka. - Brat nie ruszał go, dotknął tylko ręką, stwierdził, że jest zimny. Nie chcieliśmy go w niedzielę ruszać. Pojechaliśmy zabrać go w poniedziałek rano. I wtedy zobaczyliśmy, że ma podcięte gardło...
Pies leżał głową w dół, nie był zwinięty w kłębek. Wygląda na to, że ktoś go najpierw zabił, a potem przeniósł i położył koło drogi.
Zdenerwowana i zrozpaczona E. Lisowska poinformowała o tym zdarzeniu Panoramę. Dziennikarze gazety powiadomili Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Ci zasugerowali, aby przed ich przyjazdem [mieli być w Oleśnicy wczoraj - we wtorek 9 marca] przeprowadzić sekcję zwłok psa. Właścicielka zawiozła go więc do Wrocławia, na Uniwersytet Przyrodzniczy. Tutaj w Zakładzie Patomorfologii i Weterynarii Sądowej zrobiono Cyganowi sekcję. Panorama dotarła do protokołu z niej. Sekcję przeprowadził adiunkt dr Marcin Nowak. Z jego analizy wynika, że pies był całkowicie zdrowy, dobrze odżywiony. Na ciele nie miał żadnych innych ran, poza „raną ciętą szyi po stronie lewej penetrującą do wpustu do klatki piersowej”... Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że była ona zadana niezwykle fachowo - był to nieomal „rzeźnicki cios”. „Przyczyną śmierci - czytamy w protokole - był krwotok zewnętrzny spowodowany uszkodzeniem dużych naczyń szyjnych”. Dokument oprócz adiunkta podpisał kierownik Zakładu Patomorfologii prof. dr hab. Janusz A. Madej.
- Jeszcze w poniedziałek, zdenerwowana, poszłam po południu na policję, chciałam zgłosić popełnienie przestępstwa - opowiada Ewa Lisowska. - Mam pewne podejrzenia co do sprawcy... Ale oficer dyżurny powiedział mi, że zgłoszenia nie przyjmie, że powinnam założyć sprawę cywilną. No ale komu? Przecież nie mogę prowadzić śledztwa na własną rękę... Cygan nie żyje, nikt go nam już nie zwróci, ale ja wciąż nie mogę pojąć, że jakiś człowiek mógł coś takiego zrobić...
(ror, hag)
Skomentuj ten artykuł! (58)