- Jak tam jest? Prowizorka, brud i kombinowanie na każdym kroku, mówiąc w skrócie - mówi Beata Nowakowska [dane personalne zmienione]. - Wiem, co mówię, bo poznałam panujące tam zasady dżungli od podwórka. Miałam „nieprzyjemność” bycia pracownikiem wyżej wspomnianego marketu przez - na szczęście - krótki czas, ale moimi obserwacjami można by wypełnić kilkadziesiąt stron gazety - powiedziała naszej redakcji. - Ten sklep powinien być zamknięty już kilka lat temu, kiedy sąsiedzi dzwonili do Sanepidu ze skargami - dodaje. - Rażące zaniedbania dotyczą niemal wszystkiego - zarówno przechowywania żywności, traktowania pracowników, jak i higieny i warunków sanitarnych na zapleczu - ocenia.
Co zarzuca sklepowi?
Po pierwsze przechowywanie żywności jest w skandalicznych warunkach. - Magazyn jest
ciemny, brudny i śmierdzący,
a pracownicy i tak go już nie sprzątają, twierdząc, że to się po prostu nie opłaca - opowiada była pracownica. - Wiele opakowań jest uszkodzonych, stąd rozsypane makarony, cukier, rozdeptane ogórki, czy liście od kapusty poniewierające się po całej podłodze. Tylne wyjście do magazynu jest cały czas otwarte, a więc kradzież kartonu, soku czy skrzynki z piwem jest błahostką.
Zajrzeliśmy do sklepu. Rzeczywiście - tyle wejście było otwarte i przedostanie się do magazynu teoretycznie nie jest rzeczą trudną.
- Również pomieszczenie dla pracowników, sąsiadujące z magazynem, narusza zasady porządku i higieny - opowiada nasza rozmówczyni. - Nie wiem, i chyba nie chcę wiedzieć, skąd w zlewie sterta pustych puszek po piwie roztaczających smród. Nawet nie można umyć kubka, czy rąk, gdyż puszki sięgają kranu... Stary, plastikowy stół jest brudny i klejący, a oświetlenie 100 razy gorsze niż w piwnicy. Wszędzie walają się puste kartony, folie, puste plastikowe butelki i papiery, o które wszyscy się potykają, ale nikt nawet nie pomyśli o ich sprzątnięciu...
Pani Beata utrzymuje stanowczo, że w sklepie jest prowadzony proceder przeklejania etykiet na wędlinach.
- Najgorsze i najbardziej
niebezpieczne jest
nieświeże mięso,
nagminnie sprzedawane klientom - mówi. - Już na drugi dzień jedna z pań pokazała mi, jak oszukiwać ludzi, by całe przeterminowane zapasy wędlin zostały sprzedane. Otóż na kiełbasę pakowaną po ok. 1 kilograma w grubą folię przykleja się etykietkę, jeśli kiełbasa jest po terminie, a jeszcze nie zeszła. Wcześniej etykieta jest wycięta z worka z aktualną datą ważności. Po prostu z chłodni przynosi się opakowanie ze świeżą wędliną i wyciętą aktualną datą ważności wraz z nazwą wędliny, po czym nakleja się na ten sam rodzaj wędliny, ale będący już dawno po terminie - przekonuje. - Potem taki kurczak często jest śmierdzący, a łopatka, czy polędwiczki wieprzowe obślizgłe i sine. Kupując takie mięso, trzeba liczyć się, iż smród, jaki przejdzie na inne produkty w naszej lodówce to jeszcze mało...
Odwiedziliśmy stoisko mięsne w Dino. Nie robi najlepszego wrażenia. Może to kwestia temperatury - dzień był upalny - ale już sam zapach dochodzący od niego odstręczał od jakichkolwiek zakupów. Kupiliśmy jednak opakowane w workach wędliny, aby przekonać się, czy wycinanie i przeklejanie etykiet jest możliwe. Teoretycznie jest...
- Natrafiłam również na sporo przeterminowanych produktów w chłodni z nabiałem - uzupełnia swoje spostrzeżenia Nowakowska. - Flaczki w folii i plastrowany żółty ser były prawie tydzień po terminie. Metalowa taca, na której wyłożone są woreczki z mlekiem i maślanką, aż prosiła się o umycie. Zalana skwaśniałym już mlekiem roztaczała nieprzyjemna woń, a po zaschnięciu już dawno nie umytych plam zrobił się prawie ser. Domycie tej tacy było naprawdę wyzwaniem - mówi.
Dlaczego pracownicy i szefostwo sklepu na to nie reagują? - Pracownicy Dino są już znieczuleni na te wszystkie uchybienia - ocenia była pracownica. - Bardziej chyba doskwiera im to, że
nie mają płacone
za dodatkowo przepracowane godziny - utrzymuje pani Beata. - To jest istny skandal - pracować 10 godzin, a mieć płacone za 8! Z jakiej racji tak się dzieje? Współczuję temu, kto ma przyjść do pracy w niedzielę i siedzieć od 9 do 21 - ale to wciąż jest niby 8 godzin. To już działka Państwowej Inspekcji Pracy i Urzędu Ochrony Praw Konsumenta i Konkurencji. Dodam jeszcze, że wypłaty w owym markecie wynoszą 1.100 zł. Jedni powiedzą - „za ten syf, jaki oni tam mają, to powinni im jeszcze obciąć”, a inni będą współczuć pracownikom, wyzyskiwanym do granic możliwości, za tak niską stawkę. Ogólnie każdy jest tam „do wszystkiego” i „od niczego” - mówi.
Ostatni zarzut byłej pracownicy dotyczy kwestii technicznych. - Zakupy w Dino w zimie, kiedy
na dachu zalega śnieg,
powinny być zabronione, a market nieczynny - uważa. - Co 2 - 3 metry porozstawiane są miski i wiadra, do których litrami leje się woda z przeciekającego sufitu. Sufit, obciążony w zimie śniegiem, grozi zawaleniem. Byłam świadkiem minionej zimy, jeszcze jako klientka, że ludzie nie mogli swobodnie pakować zakupów, gdyż zaraz obok kasy stało ogromne wiadro, a pani kasjerce i klientom groził przymusowy „prysznic” z sufitu...
Pani Beata już w Dino nie pracuje. Czy te oskarżenia to nie jest „zemsta” na byłym pracodawcy? - Gwarantuję, że wszystko to jest zgodne z prawdą - mówi dobitnie. - Ja po prostu szczerze współczuję i pracownikom, i klientom tego marketu. I wiem, że nigdy już tam nie pójdę do pracy, i nigdy nie kupię mięsa ani wędlin w Dino. A przyszłam z tym problemem, bo uważam, że dzięki Panoramie cała ta sprawa nabierze, bo powinna, rozgłosu...
W poniedziałek 12 lipca w Dino trwało wielkie sprzątanie...
(ror)
CO NA TO KIEROWNICTWO SKLEPU?
- Jeśli chodzi o bałagan w magazynie, to zdarza się, ale nie w takim stopniu, jak to jest przedstawione - mówi Panoramie Agnieszka Zielińska p.o. kierowniczki sklepu. - Jestem na magazynie, siedzę przy paletach, przy tym rzeczywiście różnie bywa. Jest towaru dużo i czasami faktycznie tak się zdarza, ale towar nie jest porozsypywany czy porozrzucany.
- Co do zlewu z puszkami, to chwilami takie coś ma miejsce, bo jeżeli puszka piwa pęknie, to zanim pójdzie do zwrotu, jest wkładana do zlewu, żeby nie ciekła. Później jest piwo wylewane i puszka wyrzucana - wyjaśnia p.o. kierowniczki.
- Jeśli chodzi o zarzuty sprzedaży przeterminowanych produktów, to powiem, że waga codziennie drukuje etykiety i jeżeli ktoś kupuje całe opakowanie w worku, to data jest bita przez producenta - tłumaczy A. Zielińska - Jeżeli jest faktycznie coś nieświeżego, to nie można nakleić metki ze sklepu. Jeśli tak by sie zdarzyło, to wtedy jest faktycznie ewidentny błąd. Ale jeżeli fabrycznie jest taka data na worku, a wędliny są pakowane, niektóre kiełbasy są zgrzewane i na tym jest data, no to tego nie można zmienić - dodaje. - Może być przeterminowany towar, jeżeli jest metka przebita z wagi sklepu - to wtedy się zgodzę. Czy metki wycina się? Zawsze są jakieś niedociągnięcia, jak wszędzie, ja nie mówię, że wszystko jest okej - przyznaje pani kierownik.
- Co do problemów ze śniegiem to trudno mi powiedzieć, bo ja tu jestem od dwóch tygodni i nie wiem, czy faktycznie tak jest - mówi p.o. kierowniczki.
- Postaramy się popracować i poprawić te niedociągnięcia - deklaruje nasza rozmówczyni. - Będzie tu duża zmiana, postaramy się, bo dużo rzeczy wymaga poprawy. I w tej chwili nad tym mocno pracujemy, żeby te rzeczy, które miały miejsce, nigdy się nie powtórzyły. Te uwagi to dla mnie bardzo ważna informacja. Ja co prawda odchodzę, ale będzie pan, który przejmie ten sklep, nowy kierownik. Ja te wszystkie uwagi mu przekażę.
CO NA TO SANEPID?
- Oficjalnej skargi na sklep nie mieliśmy - powiedziała Panoramie Urszula Kozioł, rzeczniczka prasowa Terenowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. - Klienci sklepu mają prawo - jako konsumenci - zgłaszać skargi, przynosić produkt, który chcą zareklamować i my podejmujemy wtedy interwencję. Natomiast jeżeli żadne sygnały nie docierają do nas, to prowadzimy rutynowe kontrole, które są w harmonogramie, np. raz w roku zaplanowane. W Dino taka urzędowa kontrola była w maju tego roku i stwierdziliśmy uchybienia techniczne, które według zaleceń pokontrolnych mają być usunięte do 20 lipca.