Bercik utonął
Skoczył i już nie wypłynął... To pierwsza ofiara tegorocznych kąpieli w powiecie
W upalne piątkowe popołudnie 9 lipca trzech mężczyzn biesiadowało nad stawem hodowlanym w Ligocie Małej. Panowie dobrze się znali. Jak mówią mieszkańcy Ligoty, często przesiadywali przed miejscowym sklepem, racząc się alkoholem. Nie inaczej było tego feralnego popołu-
dnia. Kompani najpierw wypili po kilka piw, a następnie udali się na teren byłego, wypełnionego wodą, wyrobiska piasku. Tu także pili alkohol i zażywali kąpieli. Należy podkreślić, że na teren piaskowni weszli bez zgody jej właściciela, choć o zakazie wstępu informowały czytelne tablice ostrzegawcze. Było około godziny 18, kiedy jeden z biesiadni-
ków po skoku ze skarpy do wody nie wypłynął na powierzchnię. Na brzegu stawu pozostały jego ubranie i rzeczy osobiste. - Pojechałem wieczorem na staw przyczepę campingową córce wyciągnąć, bo z koleżankami chciała sobie biwak zrobić - opowiada Panoramie właściciel nieruchomości Marek Słota. - To było gdzieś koło dwudziestej. Tych dwóch tam siedziało na trawie. Na teren stawu weszli bez pozwolenia. Zapytałem, co tutaj robią? Po ich bełkotliwym
tłumaczeniu rozpoznałem, że wcześniej pili. Zresztą na trawie walały się puste puszki po piwie. Zauważyłem, że nad brzegiem leży ubranie. Pytam więc: Czyje to rzeczy? Po chwili namysłu mówią, że kolega im się „gdzieś zapodział”. Dwójka biesiadników to bracia Piotr i Paweł L. - Skoczyliśmy do wody, myśmy przepłynęli na drugi brzeg, a jego nie było. Może gdzieś poszedł,
może się utopił - bełkotali bracia. - Myślę sobie - coś nie tak - kontynuuje swoją opowieść właściciel wyrobiska. - Zaproponowałem im, żeby przejść się wokół i przeszukać teren.
Potem się dowiedziałem, że był fest pijany. Szukaliśmy po krzakach, po zbożach. Zostało ubranie, jego buty i spodnie. Wniosek nasunął się jeden - musiał utonąć, bo przecież w majt-
kach nie poszedł do Oleśnicy. M. Słota zadzwonił na policję. Funkcjonariusze przyjechali o 21.30. Strażacy zabezpieczyli teren, ale było zbyt późno, aby rozpocząć poszukiwania. W sobotę przed południem przyjechali płetwonurkowie z Jeleniej Góry. Ciało mężczyzny znaleźli bardzo szybko, po około 10 minutach. Była 12.30... Denat leżał na dnie 4 metry od brzegu. Woda jest tam dosyć głęboka, nie ma kamieni ani korzeni, dno jest piaszczyste. Mężczyzna raczej
nie uderzył głową o dno. Prędzej było to zasłabnięcie, może zawał... Wszystko wykaże sekcja. Topielcem okazał się Ireneusz S. Pochodzi z Sosnowca. Do Ligoty przygnało 44-latka życie. Na Śląsku zostawił żonę, 15-letniego syna oraz sporo długów. Od 2 lat dorywczo pracował na różnych powiatowych budowach. - Może nie chciał żyć... - wzdycha Marek Słota. Wszyscy w Ligocie znali go jako Bercika. Tak go nazywano z uwagi na niski wzrost i śląskie pochodzenie.
Kiedy wyjeżdżaliśmy z Ligoty, jak każdego popołudnia w okolicach przystanku autobusowego przy piwku siedziała grupka mężczyzn, komentując tragedię. - Równy był chłop z tego Bercika, czasem piwko postawił. Szkoda chłopa... - mówi z żalem starszy jegomość.
Skomentuj ten artykuł! (3)