#zdjecie1# Panie doktorze, czy to prawda, że do Prawa i Sprawiedliwości wstąpił Pan po katastrofie smoleńskiej?
Sercem byłem w PiS-ie już od lat, a tragedia smoleńska tylko przypieczętowała moją decyzję o sformalizowaniu związku z tą partią. Po prostu miałem potrzebę określenia się po stronie tych, którzy nie zgadzali się z poziomem zakłamania wokół tej tragedii.
PiS nie rządzi dzisiaj ani w mieście, ani w powiecie, ani w województwie, ani Polsce... Dlaczego zdecydował się Pan na objęcie partyjnej funkcji w organizacji, która od wielu lat jest w opozycji?
Wybór partii opozycyjnej świadczy wyłącznie o tym, że kieruję się wartościami, a nie koniunkturalizmem. System wartości, na których opiera się PiS, to także mój system: tradycyjna rodzina, patriotyzm z poszanowaniem korzeni chrześcijańskich oraz szacunek dla człowieka i jego pracy. To kamienie węgielne naszej cywilizacji.
Czy odejście Przemysława Myszakowskiego to efekt słabego wyniku wyborczego partii w wyborach samorządowych 2010?
Rezygnacja Przemka Myszakowskiego to wyłącznie jego suwerenna decyzja, niewymuszona wynikiem wyborczym bądź zakulisowymi naciskami. Należy ją uszanować i to tyle.
Z jakimi pomysłami obejmuje Pan swoją nową funkcję? Co się zmieni w działaniu Prawa i Sprawiedliwości pod Pana rządami?
Nie zamierzam wywoływać rewolucji - wyłącznie systematyczna praca może przynieść efekt wyborczy. Pierwsze działania już podjęliśmy: organizacja tradycyjnego opłatka, czy rozpoczęcie dyżurów radnych w biurze poselskim posła Kazimierza Ujazdowskiego od lutego to dobry start. W najbliższych planach mamy spotkanie z europosłem, a przede wszystkim integrację obecnych członków powiatowego PiS-u.
Osoby krytycznie oceniające działanie władz Oleśnicy uważają, że obecni radni miejscy PiS-u są zbyt miękką opozycją wobec rządzącej koalicji PS 2002-PO-SLD. Jaka jest Pana ocena? Czy to się zmieni?
Media - mam na myśli te ogólnopolskie - kreują obraz PiS-u jako żądnego krwi, antysystemowego, a tu pojawia się zarzut, że jesteśmy zbyt miękką opozycją... Otóż nie - jesteśmy normalni. Kiedy trzeba, chwalimy, a kiedy trzeba, piętnujemy, i to się nie zmieni. Staramy się zachować obiektywizm, choć czasami język świerzbi, by powiedzieć coś ostrego...
A jaka jest Pana ocena działalności obecnych władz miasta?
Oleśnickim Giulianim to może nasz burmistrz nie jest, ale trudno mu odmówić zasług dla poprawy wizerunku „miasta wież i róż”. Gołym okiem widać zmiany na lepsze. Poszerzyła się oferta kulturalna, rekreacyjna, ale wizerunek i kultura to nie wszystko. Trudno delektować się wydarzeniami artystycznymi, gdy nie mamy na czynsz, a praca jest dobrem pożądanym bardziej niż kiedykolwiek. Na tym polu jakoś nie widać aktywności naszych włodarzy.
W Radzie Powiatu klub PiS jest silniejszą opozycją niż w mieście, ale wasze postulaty nie znajdują poparcia. Ma Pan jakiś pomysł na większą skuteczność?
W Radzie Powiatu obowiązuje arytmetyka wyborcza - koalicja bierze wszystko i to się pewnie nie zmieni w najbliższym czasie. Były jednak i nasze inicjatywy, które przysłużyły się powiatowi, jak choćby wspólne stanowisko w sprawie kontraktowania usług medycznych w powiecie w roku 2011, które przyniosło wymierny efekt. Pamiętajmy jednak, że koalicje też się zmieniają, a poza tym kolejne wybory już za 3 lata. Poczekamy...
Jakie widzi Pan plusy, a jakie minusy obecnej polityki władz powiatu?
Plusem w działaniach powiatu jest niewątpliwie pozytywny klimat dla inwestycji - zwłaszcza te drogowe poprawiają jakość życia mieszkańców. Minusem brak działań oszczędnościowych w czasie, kiedy balansujemy na granicy progu dopuszczalnego zadłużenia, czy też wręcz doktrynerskie dążenie do komercjalizacji szpitala, które to rozwiązanie tak szeroko reklamowane przez panią Kopacz nie znajduje uzasadnienia w wynikach już przekształconych jednostek.
„Kapitan statku uciekł na nieznany ląd” - to Pana powiedzenie o Beacie Kempie, byłej protektorce PiS-u w naszym powiecie, zrobiło furorę. Zaskoczyła Pana jej decyzja? Ja ją Pan ocenia?
Kapitan nie opuszcza statku w trudnych chwilach... Stąd jednoznacznie negatywna ocena tego kroku, zwłaszcza że posłanka z Sycowa cieszyła się dużym poparciem kierownictwa partii, jak i wyborców. Czas pokaże, czy kurs na dzielenie prawicy przyniesie jej ugrupowaniu sukces.
Nie sposób nie zapytać Pana - praktykującego lekarza - o trwający wciąż spór wokół ustawy refundacyjnej. Jaka jest Pana opinia o ustawie i sposobie jej wprowadzenia? Przybijał Pan też sławetne pieczątki na receptach?
Ten „gniot” przygotowany przez obecną marszałek Sejmu można krótko sparafrazować telewizyjną reklamą: „Szanowni państwo, co możemy dla was jeszcze spieprzyć?”... To nie ustawa, tylko pole minowe, na które usiłowano wepchnąć lekarzy i farmaceutów, a przede wszystkim pacjentów. Stąd również moje solidarne „pieczątkowanie”.
Jest Pan zapracowanym lekarzem, mężem, ojcem, radnym... Jak Pan znajdzie jeszcze czas na kierowanie partią?
Udział w polityce daje mi rzeczywistą satysfakcję, a co do obciążeń -bywały trudniejsze czasy: praca na etacie przeplatana dyżurami w pogotowiu czy w szpitalu, nieprzespane noce, gdy dzieci były jeszcze w wieku pieluchowym. Teraz mam wspaniałą rodzinę, która mnie wspiera, i nauczyłem się, że im więcej zajęć, tym lepiej można zorganizować czas. Poza tym jak dotąd trafiałem w życiu zawodowym i społecznym na autentycznie dobrych ludzi, z którymi współpracuję do dziś na zasadach partnerskich, których cenię i na których pomoc liczę w przyszłości.
Powiatowy lider PiS-u był dotąd naturalnym pretendentem partii do fotela burmistrza Oleśnicy. Czy przymierza się Pan do kandydowania na tę funkcję? A może widzi się Pan bardziej w roli starosty?
Funkcja starosty czy burmistrza nie może być celem samym w sobie - to wielka odpowiedzialność. Na dzisiaj taka deklaracja byłaby zbyt daleko idąca. Co przyniesie przyszłość? Sam jestem ciekaw...