Niechciany rover
Usunięcie wraka spowodowało zgrzyt pomiędzy oleśnickimi służbami mundurowymi
Okazuje się, że usunięcie bezpańskiego pojazdu nie jest sprawą prostą. Przykładem niech będzie sytuacja z porzuconym w Oleśnicy kilka miesięcy temu samochodem marki Rover 114. Białe auto na wrocławskich numerach rejestracyjnych przez dłuższy czas stało w pobliżu siłowni na ulicy Spacerowej, a miesiąc temu pojawiło się na niewielkim parkingu obok stacji PKN Orlen przy placu Staszica.
Według relacji pracowników stacji fakt porzuconego samochodu zgłoszono oleśnickiej policji już miesiąc temu. Funkcjonariusze przyjechali, spisali protokół i na tym ich interwencja się zakończyła. Na początku czerwca sygnał w tej samej sprawie także od pracowników stacji otrzymała oleśnicka Straż Miejska. W tym przypadku także skończyło się na oględzinach i krótkiej notatce.
Auto było sukcesywnie dewastowane. W jego wnętrzu odbywały się alkoholowe libacje, o czym świadczą porzucone wewnątrz butelki i puszki po piwie. Przełomem w tej sprawie była noc z 14 na 15 lipca, kiedy nieznani sprawcy przepchali rovera na pobliski trawnik, wywracając go na bok. Zawiadomiona rankiem 15 lipca Straż Miejska podjęła interwencję i auto zostało odholowane na parking firmy Wieliczko do Sycowa. - Policja powinna zrobić to już dawno... - skomentował strażnik Wiesław Węgrzynowicz. Funkcjonariusze Straży Miejskiej wyrażali dezaprobatę wobec mało skutecznych, ich zdaniem, działań policji, która na podstawie numerów rejestracyjnych mogła szybko ustalić właściciela pojazdu.
Rzecznik oleśnickiej policji zdecydowanie odrzuca wszelkie kierowane pod adresem policjantów uwagi. - To auto stało na terenie prywatnym, należącym do PKN Orlen, a w takim przypadku za jego usunięcie odpowiedzialny jest właściciel terenu - wyjasnia mł. asp. Grzegorz Krawczyk. - Policjanci w trakcie interwencji poinformowali pracownika, że pojazd stoi na terenie prywatny, będącym w zarządzie Stacji Paliw i to zarządca, właściciel terenu, jest uprawniony do podjęcia czynności zmierzających do usunięcia pojazdu.
Rzecznik policji sugeruje, że właściel terenu celu powinien ustalić właściciela pojazdu i w tym celu skierować wniosek do Centralnej Ewidencji Pojazdów. Następnie wezwać właściciela do usunięcia auta. - Dodam - mówi G. Krawczyk - że funkcjonariusze z uwagi na awarię policyjnej bazy danych ewidencji pojazdów nie mieli możliwości dokonać takiego sprawdzenia w trakcie tej interwencji.
Kiedy może interweniować policja? - Wyłącznie w przypadku, kiedy pojazd uczestniczył w zdarzeniu drogowym lub służył działalności przestępczej - wyjaśnia G. Krawczyk. - Funkcjonariusze dokonali sprawdzenia pojazdu - nie figurował jako utracony. Był zaparkowany w sposób prawidłowy. Auto było pozamykane i zabezpieczone. W związku z powyższym nie było podstaw prawnych do usunięcia pojazdu przez policję. Inna sytuacja jest wtedy, kiedy pojazd utrudnia innym uczestnikom poruszanie się po drogach publicznych lub stwarza zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego, albo policja zabezpiecza auto jako przedmiot pochodzący z przestępstwa, służący do jego popełnienia jak dowód w sprawie. W takim przypadku zabranie go jest możliwe. Można go zabrać też wtedy, kiedy jest pozostawiony bez tablic rejestracyjnych, a jego stan techniczny wskazuje na to, że nie jest używany. Wtedy na podstawie Prawa o ruchu drogowym art. 50a. 1 może zostać usunięty z drogi przez straż miejską lub policję na koszt właściciela lub posiadacza. Reasumując - konkluduje rzecznik - jeśli samochód w trakcie interwencji policji 18 czerwca stał prawidłowo, zaparkowany na terenie prywatnym, policja nie miała podstaw do jego usunięcia.
Prawdopodobnie wcześniejszą interwencję Straży Miejskiej blokowały te same przepisy. Kiedy auto znalazło się na terenie miejskim oddalonym o kilka metrów od Orlenowskiego parkingu, problem nabrał zupełnie innej wagi. Być może - ironizując - ktoś znał podłoże prawne sprawy i spowodował przesunięcie auta we właściwym kierunku...?
(hag)
Skomentuj ten artykuł! (7)