Rada walczy z bandytami. Jednorękimi
Nie tylko CBŚ zainteresowało się automatami o niskich wygranych
W Panoramie przed kilkoma tygodniami opisaliśmy, jak w Oleśnicy działają salony gier z automatami o tzw. niskich wygranych. Takich miejsc z „jednorękimi bandytami” jest w naszym mieście już około 20.
Automatom postanowili przyjrzeć się też oleśniccy radni. Dyskutowali o nich na Komisji Oświaty. Efektem był wniosek skierowany do burmistrza. Czytamy w nim m.in., że „radni wyrazili swoje zaniepokojenie dopływającymi sygnałami o korzystaniu z usług świadczonych przez te podmioty przez uczniów oleśnickich szkół, w tym także szkół gimnazjalnych”. Komisja zwróciła też uwagę na usytuowanie punktów z automatami. „Punkty gry na automatach o niskich wygranych - piszą radni, powołując się na ustawę - mogą być usytuowane w lokalach gastronomicznych, handlowych lub usługowych, oddalonych co najmniej 100 metrów od szkół, placówek oświatowo-wychowawczych, opiekuńczych oraz ośrodków kultu religijnego. Tylko pobieżna analiza sytuacji panującej na terenie Oleśnicy pozwala na stwierdzenie, że wiele z punktów działających na terenie naszego miasta nie spełnia tego wymogu. Zachodzi więc pytanie, w jaki sposób podmioty prowadzące tam działalność uzyskały na to zezwolenie?”.
Jeszcze więcej wątpliwości wzbudziła u członków Komisji konfrontacja zapisów ustawy ze stanem faktycznym. Artykuł 32 ust. 1 ustawy mówi o tym, co powinien zawierać wniosek o udzielenie zezwolenia na prowadzenie takiej działalności. W punkcie 15. wymieniona jest opinia rady gminy o lokalizacji ośrodka gier. Rada Miasta Oleśnicy w bieżącej kadencji kilka razy podejmowała uchwały w tym zakresie, ale dotyczące jedynie ewentualnej lokalizacji „salonów gier”. Uchwał traktujących o „ośrodkach gier” nie podejmowano...
Co na to burmistrz? Wskazuje, że są różne interpretacje ustawy i właściciele ośrodków gier wybierają dla siebie korzystniejszą, wedle której zezwolenie rady gminy nie jest konieczne. Z kolei według Izby Skarbowej, na którą Jan Bronś się powoływał, odległość powinna być mierzona nie w linii prostej, ale od wejścia ciągiem komunikacyjnym do danego budynku. Obiecał, że sprawa odległości zostanie zbadana. Ujawnił również, że limit ilości w danym punkcie to trzy automaty. - Praktyka jest więc taka, że właściciele dzielą lokal, przypisując mu kolejny numer porządkowy. Mamy więc numery a, b, c.... A to naruszenie przepisów i powinno być ścigane - ocenił burmistrz. Zadeklarował, że jedną z pierwszych wspólnych akcji Straży Miejskiej i policji będzie przyjrzenie się ośrodkom z automatami.
A w całej Polsce przyjrzało się im Centralne Biuro Śledcze. Policjanci CBŚ i celnicy z całego kraju weszli w miniony czwartek do kilkudziesięciu punktów z automatami, zajmując ponad 200 maszyn. Powodem zatrzymania automatów było podejrzenie, że służą do urządzania gier wbrew przepisom ustawy hazardowej, co jest przestępstwem karno-skarbowym. Zatrzymano po 6 automatów każdej z kilkudziesięciu firm działających na rynku. Z dokumentów przedstawianych operatorom automatów wynika, że zdaniem prokuratury zajęte maszyny „nie są automatami do gier o niskich wygranych”. To może być początek starcia z branżą, której obroty sięgają 8,5 mld zł rocznie. Pojawiły się też spekulacje, że to czyszczenie pola dla amerykańskiej firmy, która chce w Polsce urządzać wideoloterie, a branża automatów jest dla nich bezpośrednią konkurencją...
Skomentuj ten artykuł! (6)