„Pożyteczny idiota”
Wyobraźmy sobie, że w polskiej prasie pojawiłaby się informacja, że jakiś zachodni polityk powiedział, że gdzieś zapada „stalowa kurtyna”. Albo że użyłby zwrotu: „Proletariusze wszystkich krajów, skupiajcie się!”. Albo użyłby zwrotu, że Puchatek ze Świniątkiem poszli...
Można i tak - ale, by być zrozumianym, trzeba mówić o „żelaznej kurtynie”, „łączeniu się proletariuszów” i Prosiaczku...
P. Sylwiusz Berlusconi, premier rządu Republiki Włoskiej, nazwał p. Romana Prodiego, niewydarzonego b. szefa tzw. Komisji Europejskiej i kandydata Lewicy w obecnych wyborach, „pożytecznym idiotą, użyczającym swej twarzy dobrodusznego proboszcza - Lewicy, która w 70% składa się z komunistów”. Jest to świetna charakterystyka - i święta prawda.
Zdanie to na użytek PAP-y tłumaczył jakiś młodzian - i użył słów: „przydatny idiota” - nie zdając sobie sprawy, że zwrot „pożyteczny idiota” jest już sloganem: używany był przez komunistów na określanie ludzi, którzy bez pieniędzy wykonywali dla komunistów „dobrą robotę”. Takim „pożytecznym idiotą” był np. Bertrand Russell, noblista i logik, domagający się jednostronnego nuklearnego rozbrojenia Zachodu (!!), byli obrońcy szpiegów sowieckich Rosenbergów, był śp. Edward R. Murrow z filmu „Good Night and Good Luck”...
Dziś młodzi ludzie nie znają tego określenia: ich szczęście, że nie żyją w tamtych czasach - czy Lewica lepiej się obecnie maskuje?
W każdym razie, gdy słyszycie Państwo, że jakaś zacna i poczciwa Pani mówi: „Dlaczego my naruszamy prawa homoseksualistów?” - to macie do czynienia z pożyteczną idiotką właśnie. Bo przecież Lewicy nie chodzi o żadnych tam homosiów (po zdobyciu pełni władzy poślą ich z różowym trójkątem do miejsc od’osobnienia) – używają ich tylko do rozbicia normalnego społeczeństwa.
A ta zacna pani im w tym nieświadomie pomaga...
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (0)