1 Maja 2005
Poranek był słoneczny. Wiał lekki wiaterek, wtulając się w czerwień i biel flag pozatykanych na blokach mieszkalnych. Wyczuwało się ten przyjemny, świąteczny klimat, będący darem natury dla robotniczego trudu. Komitet organizacyjny pochodu domówił się z proboszczami, by nie organizowali mszy świętej w czasie manifestacji. Każdy, nie narażając się na grzech, mógł spokojnie oddać hołd tym, którzy w codziennym znoju wykuwają naszą przejrzystą przyszłość. Odświętnie przystrojony plac Zwycięstwa powoli zapełniał się rozradowanymi mieszkańcami miasta. Przed punktem propagandowym ustawiła się długa koleka po szturmówki, transparenty oraz duże zdjęcia miejskich dostojników. Po chwili cały zapas został wyczerpany i ci, dla których zabrakło elementów, odchodzili rozgoryczeni. Jednak tylko przez chwilę, gdyż intonowane co rusz hasła płynące z głośników rekompensowały tę gorycz. Punktualnie o godzinie dziesiątej z rozentuzjazmowanego tłumu wyalienował się burmistrz i przemówił. Mówił pięknie, żarliwie, w oczach widać było olbrzymią wiarę w słowa, które trafiały do otwartych serc. Prawie po każdym zdaniu rozlegały się oklaski, a z gardeł wylatywały, jak gołębie, okrzyki: „Niech żyje!”. Na koniec wiwatom nie było końca. Nagle orkiestra MOKIS-u zagrała Międzynarodówkę i pochód ruszył. Płynął jak okręt ulicami miasta, a słoneczne refleksy na ścianach budynków sprawiały wrażenie, jakby te betonowe monumenty kłaniały się w pas maszerującym szeregom. Trybuna honorowa znajdowała się na stadionie MKS „Pogoń”. W czynie społecznym wykonali ją rzemieślnicy ze Stowarzyszenia Przedsiębiorców, złotymi zgłoskami wpisując się w pierwszomajowy krajobraz. Na trybunie miejsca zajęli przedstawiciele władz samorządowych z burmistrzem i wiceburmistrzami na czele. Był przewodniczący Rady Miasta w asyście radnych. Panowie mieli w butonierkach marynarek czerwone goździki, a panie chustki w tych samych kolorach. Oczekiwanie na kolumny pochodu upływały VIP-om na rozmowach i dyskusjach o ważnych problemach miasta i mieszkańców. Na to zawsze jest odpowiedni czas i miejsce. Rozmowy ucichły, bo oto w bramie stadionu pojawiła się orkiestra, grając dziarskiego marsza. Po przejściu przed trybuną muzycy ustawili się na murawie, ciągle grając jak ich koledzy z Titanica. Pochód prowadził sekretarz miasta, a za nim czterech wysportowanych młodych ludzi w obciśłych trykotach niosło na platformie olbrzymi kryształ. Symbol miasta przejrzystego. Za atletami dumnie kroczyły dzieci z oleśnickich szkół. Przed trybuną wznoszono okrzyki, pozdrawiano tych, co na trybunie, a od czasu do czasu ktoś odrywał się od kolumny i podbiegał do włodarzy z kwiatami. Na takie momenty silnej identyfikacji społecznej czekali fotoreporterzy lokalnych gazet. Załogi zakładów pracy i firm prezentowały symbolikę majową, a także elementy ich charakteryzyjące. Był duży wiklinowy gołąbek pokoju, olbrzymie buty - symbol szybkiego rozwoju miasta i marszu w przyszłość, z plastikowych rur napis „Niech się święci!”, na czerwono pomalowane ekologiczne szambo oraz kolorowa reklama hotelu „Perła”. Alplauz na trybunie wzbudził przemarsz sportowców z klubu MKS „Pogoń”. Kolumnę prowadził sam prezes w stroju smoka, a za nim nie jeden, a jedenastu szewczyków Dratewka. W pochodzie nie mogło zabraknąć weteranów walki i pracy. Z zapłakanymi twarzami ze wzruszenia dumnie kroczyli na końcu, by nie opóźniać reszty kolumn. Wśród nich pielęgniarki jak gołębice, w bieli, z aparatami tlenowymi. Nie sposób wymienić wszystkich świętujących, bo przecież takie chwile trzeba przeżywać wspólnie, jak w jednej wielkiej rodzinie, a nikt nie chce być bękartem. Są wszyscy. No, może prawie wszyscy. Nie ma kolumny bezrobotnych. Święto Pracy to nie ich święto.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (2)