231.343
Czytam w „Rzeczpospolitej”, że 67 lat temu wybuchła II wojna światowa. W związku z tym „w całym kraju obchodzono 67. rocznicę wybuchu wojny i Dzień Weterana”, a Władzuchna „ustali, ilu Polaków poległo za Ojczyznę”.
Co oznacza, że powoła się jakiś Urząd Rzecznika Praw Weterana oraz Biuro Komisarzy Spisowych Ustalających Liczbę Poległych.
A czy może mi ktoś powiedzieć: PO CO?
To, że moja Matka zginęła podczas Powstania Warszawskiego - to mnie interesuje. To, że zginęli rodzice mych kolegów - też, ale już mniej. Natomiast jest mi kompletnie obojętne, czy liczba poległych żołnierzy wyniosła 120.000, 170.000, czy 231.343 - bo co z tego wynika? Trzeba dłużej się modlić przed Grobem Nieznanego Żołnierza?
Żyjemy w Świecie Liczb. Jak pisał śp. Cyryl N. Parkinson: „Dziś, gdy w Chicago buntują się Murzyni, naszą pierwszą myślą jest policzenie Murzynów - a drugą: sprawdzenie, czy są tacy czarni, jak się ich maluje. Nikogo nie obchodzi, czy mają rację...”.
Gdy trwała afera „Jedwabnego”, Żydzi twierdzili, że w stodole zamordowano 1000 albo i 3000 Żydów. Na nic perswazje, że i 300 by się tam nie zmieściło. Zrobiono badania, ekshumację - i gdy zaczęło się okazywać, że nie mogło ich być tam więcej niż setka - Żydzi kazali te prace przerwać.
A ja nie rozumiem: „A co za różnica?”. Za morderstwo należy się kara śmierci - a za drugie trzecie i nawet stutysięczne nic więcej nie da się mordercy wlepić, bo już wisi.
No tak: ale dziś żyjemy w Dyktaturze Liczby.
A człowiek?
Człowiek - to brzmi dumnie.
Niestety: w trumnie nie brzmi. Trumny się liczy.
No tak: opodatkowane...
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (0)