Amerykańskie zapiski I
Po 12 latach znowu jestem w USA. W sumie trzeci raz, ale poprzednie to prehistoria - w 1992 w listopadzie na zaproszenie American Council of Young Political Leaders miałem okazję przez dwa tygodnie obserwować wybory prezydenckie i pierwsze efektowne zwycięstwo Clintona. Parę miesięcy później byłem, też jako polski poseł, uczestnikiem międzynarodowej konferencji w Waszyngtonie. Za pierwszym razem byłem w Nowym Jorku, Waszyngtonie, stanie Georgia i Południowa Karolina. Widziałem metropolie i amerykańską prowincję: dwa różne światy, tak inne, że aż niewiarygodne, iż razem tworzą jeden kraj. Z drugiego pobytu, prawdę mówiąc, niespecjalnie pamiętam przebieg konferencji, za to dokładnie fakt, że obserwowałem wielką demonstrację gejów i lesbijek, co - jak na ówczesne polskie warunki - było dla mnie dość szokujące.
Teraz znowu Stany, znowu Nowy Jork. Wcześniej załatwianie amerykańskiej wizy w warszawskim konsulacie USA. Błyskawiczne, w ciągu jednego dnia, ale dlatego, że eurodeputowany... Zaciskałem zęby, gdy brali ode mnie odciski palców. Myślałem o tej dziwnej asymetrii w polsko - amerykańskich relacjach: dla nich nasi chłopcy w Iraku, dla nas wizy... Wciąż wizy dla sojusznika, który ściąga na siebie gromy wielu członków UE za iracką awanturę, za zakup F-16, a nie Mirage. I to w sytuacji, gdy inny nowy członek NATO i UE - Słowenia tychże wiz nie musi mieć...
Na lotnisku im. Kennedy’ego sprawdzali, czy aby odciski pasują. Pasowały. Murzyn z „imigracyjnego” dziwi się, że przyjeżdżam tylko na dwa dni, a to przecież takie kosztowne... Musisz, mój czarny bracie, zmienić wyobrażenia o Polsce i Polakach. Rzeczywiście, bardzo krótka wizyta, jestem tylko w Newark i Nowym Jorku. Samolot czeka, a my w nim przez godzinę na londyńskim Heathrow. Potem siedem godzin lotu, trochę odsypiam wieczne zaległości, czytam Kapuścińskiego „Podróże z Herodotem” i oglądam przereklamowaną, idiotyczną amerykańska komedię „Mrs.Smith@Mr Smith”. Przylatuję do ponad 30-stopniowego upału. W następnym numerze podzielę się jeszcze innymi spostrzeżeniami...
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (1)