Ante portas pod bramami
W Parlamencie Europejskim coraz goręcej w związku z Turcją. Emocje rosną. Pewnie to zrozumiałe, ale chyba nie wszyscy do końca rozumieją, że „nic się nie kończy prostym: tak lub nie”... Że tak naprawdę ostatnim głosowaniem w sprawie Turcji nie przesądzamy, czy Ankara zamelduje się w Unii, ani tym bardziej kiedy. Formuła Komisji Europejskiej jest prosta: „tak, ale…”, czyli zapraszamy, ale możemy też wyprosić. Nie ma mowy o dacie - jest natomiast milczące przyzwolenie, żeby jeśli już, to raczej później niż wcześniej.
Verheugen - na moje pytanie - odpowiedział, że Turcja weszłaby do Unii Europejskiej najwcześniej w 2019 roku, a więc za 15 lat. Ciekawe, że będzie się to decydowało prawdopodobnie w czasie 1,5-rocznej, pierwszej prezydencji Polski w Unii Europejskiej. Będzie ona miała miejsce za 7 lat - w 2011 i 2012 roku. Rola Polski w tym zakresie będzie więc - czy też może być - duża (a będzie to prezydencja zespołowa wraz z innymi krajami, w tym z nieznoszącym Turków Cyprem oraz Danią).
Wielkim sojusznikiem obecności Turcji w Unii jest USA. Nic dziwnego. Już wejście 8 krajów z naszego regionu Europy uczyniło Unię Europejską mniej antyamerykańską. Akces Ankary byłby krokiem do zrobienia z Unii grzecznego partnera dla Waszyngtonu. Ale póki co - nic nie jest przesądzone.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)