


Stara arabska przypowieść opisuje pościg na pustyni widziany oczyma narratora. Ktoś ucieka, ktoś goni. Narrator w pierwszym odruchu współczuje uciekającemu i wygraża goniącym. Gdy go wreszcie schwytają, zażąda jego uwolnienia. Dopiero potem okazuje się, że ten, co uciekał był złoczyńcą, a ci go gonili - bronili prawa.
Gdyby ktoś spoza Polski powierzchownie obserwował to, co dzieje się w związku z odwołaniem szefa CBA, mógłby pomyśleć, że Mariusz Kamiński dopuścił się zbrodni, zamachu stanu, chciał obalić rząd i zajmował się ściganiem porządnych ludzi, a nie walką z korupcją. Na pierwszy rzut oka - czytając wypowiedzi Tuska - tak to mogłoby wyglądać. Prawda jest zgoła inna - niczym w arabskiej przypowieści. Ten, kto robi z siebie ofiarę i ucieka - tak naprawdę ucieka od odpowiedzialności. Ten, kogo przedstawia się jako złoczyńcę - walczy po prostu z korupcją, nie tylko wśród lekarzy i artystów, ale też wśród „świętych krów”, czyli polityków najwyższego szczebla.
W Polsce - jak na Bliskim Wschodzie, przed wiekami - jest akurat odwrotnie niż mogłoby się to wydawać.
autor: Ryszard Czarnecki