



Jak głosi Prawo O’Sullivana: „Każda instytucja, która nie została starannie zaplanowana jako prawicowa, z biegiem czasu staje się lewicowa”. Przykład Fundacji Forda, Fundacji Carnegiego itd. - założone przez zwolenników wolnego rynku i (w przypadku Forda – antysemity; w przypadku Carnegiego – odwrotnie: skrajnego prawicowca) znalazły się w łapskach ludzi o dokładnie przeciwnych poglądach!
Dzieje się tak, gdyż do składu kapituł takich fundacyj dokooptowuje się ludzi „o znanych nazwiskach” - a o tym, kto ma znane nazwisko, decyduje w każdym kraju taki miejscowy Adam Michnik. W efekcie nie mija i 50 lat, a taka instytucja staje się co najmniej różowa – a czasem nawet: wściekle czerwona. Do legendy przeszła np. odpowiedź (sprzed 30 lat) prezesa Fundacji Forda na pytanie „Czy dałby pieniądze na badania, gdyby mogło z nich wyniknąć, że inteligencja Czarnych jest niższa niż Białych?”. Brzmiała: „Nie!!” - i dobitnie pokazuje, że Fundacja Forda ma w nosie dążenie do Prawdy; zajmuje się tylko szerzeniem komunizmu (zwanym „polityczną poprawnością”).
Dotyczy to również Komitetu Nagród Nobla. Od lat już wiadomo, że nagrody „pokojowe” otrzymują najrozmaitsi wywrotowcy, działacze związkowi, bandyci z „kałaszami” – byle obalali prawicowe reżymy. Jest np. rzeczą oczywista, że Nagrodę Nobla za zaprowadzenie pokoju (i pomyślności) w Chile powinien był otrzymać śp. gen. August Pinochet – i sam Nobel wręczyłby Mu ją bez wahania – ale nikomu nawet do głowy by nie przyszło, by coś takiego obecnemu Komitetowi zaproponować! Gdyby ktoś obalił Pinocheta, zrobił w Chile trwającą dziesięć lat rewolucję i wyrżnął połowę Chilijczyków – o, to miałby poważne szanse na Nagrodę Pokojową!
Nagrody literackie otrzymują lewicowcy wszelkiej maści – od znanej tylko w Polsce miłośniczki śp. Józefa Wissarionowicza Djugashviliego, po tak skrajnych, że zostaliby za lewicowe odchylenie wyrzuceni z PZPR, SLD, UP – a nawet tow. Piotr Ikonowicz mocno by się zastanawiał, zanim przyjąłby ich do PPS. Stosowany jest przy tym „klucz geograficzny” - czyli: w tym roku daje się temu, kto pracuje np. w Europie Środkowej albo w Afryce. Musi być „sprawiedliwość społeczna” – no nie?
Trzymają się nagrody z fizyki, chemii – i z ekonomii (która nie jest tak naprawdę nagrodą Nobla, bo została ufundowana przez Bank Szwecji w 72 lat po Jego śmierci; za 30 lat i tak wpadnie w łapska Lewicy).
Gdy dziś czytam protesty tych, którzy nie otrzymali nagród Nobla (a powinni), to po części są to ludzie z potężnym, a nieuzasadnionym, kompleksem wyższości - ale po części naiwni, którzy nie wiedzą, komu i za co się je daje. Pomysł, by Nagrodę Nobla mógł otrzymać np. przewodniczący Papieskiej Akademii Nauk, jest po prostu niepoważny.
Nawet - a zwłaszcza - gdyby wynalazł mogący służyć zabijaniu ludzi neodynamit.
Janusz Korwin-Mikke
jkmjanusz@o2.pl
autor: Janusz Korwin-Mikke