Bajka, a może i nie...
Ale mam teraz uciechę! Jestem w swoim żywiole i ani minutki nie gubię z obrad sejmowych. Oglądam na okrągło ten kabareton w okrągłym gmachu na Wiejskiej w Warszawie. Jest coraz ciekawiej! Akcja rozwija się wspaniale i tylko piosenek mi jakoś brakuje, bo monologi i skecze są, zwłaszcza ostatnio, przednie. Aktorzy są co prawda zazwyczaj ci sami, ale ostatnio pojawiło się jakby więcej statystów. Reżyser nie panuje należycie nad całością, ale okazuje się, że efekty widowiska są jeszcze lepsze i wspanialsze, jak ta cała trupa kabaretowa puszczona jest na żywioł. Ostatnio to nawet biłem przed ekranem brawa, bo tak mnie ci aktorzy zachwycili. Sama gra tych jajcarzy mi tak imponuje. Co za wytrenowane gesty, jaka wyrafinowana mimika, wyszukane rekwizyty, no i pyszne nadzwyczaj i wysmakowane teksty. Zestaw nietuzinkowych wyrażeń, niebanalne określenia, wyszukane odzywki, akademickie zwroty i wymućkane hasła - to największe plusy tego fikuśnego i przedstawienia.
Kilka dni temu byłem z rodziną we wrocławskim ZOO. Jak stanąłem przed klatką z małpami, to ogarnęła mnie przedziwna myśl - obsesja. Najpierw, bo zrobiło mi się strasznie żal tych pobratymców, a potem zaraz pomyślałem sobie: a gdyby tak na pokaz ludzi powystawiać... i też w klatkach. Miałyby co oglądać te istoty zwierzęce. Właśnie istoty, bo ludzie byliby wówczas stworzeniami. Proponuję Czytelnikom - zabawmy się w to. Załóżmy, że właśnie nasz Sejm na Wiejskiej w Warszawie jest takim zwierzyńcem. Wchodzą do niego w czasie obrad różne gatunki animals, kładą się na galerii i takie wymieniają między sobą spostrzeżenia:
- Zobaczcie, ten w środku na fotelu taki wyskubany i wyliniały, to chyba dyrektor tego rezerwatu.
- A widzicie tam po prawej dumne pawie i jeszcze takie domowe roślinożerne stado bez przewodnika? Są teraz w mniejszości, rozproszeni i na wyginęciu i na wymarciu. Dinozaury.
- O, po lewej są drapieżne. Bestie egzotyczne, krzykliwe, ryczące i wyjące. Chcą wyraźnie ten folwark opanować.
- A mnie to zaciekawiły najbardziej te egzotyczne i rzadkie okazy w środku sali. Przypominają nasze zebry, tylko pasy mają białe i czerwone. Wychodzą coraz śmielej z głębokiej dżungli i kto wie, czy nie zapanują wkrótce na ziemi. Mają ci tam jeszcze w swoim stadzie powabne łanie na czele z płową licówką, która się wabi Renata.
- A popatrzcie tam na lewo - odezwał się skunks. Tak trochę wyżej siedzą chyba przewodnicy stad. Trzymają się razem kupy, skupieni wokół tego rogacza myłkusa.
Takie ci to można było usłyszeć uwagi i spostrzeżenia, wymieniane między przedstawicielami fauny. A słychać było tylko miauczenie, muczenie, beczenie, kwiczenie, pianie, gdakanie, świergotanie itp., bo przecież gadać to potrafi tylko homo-barbarus. Nie słyszało się też takich epitetów i wyrażonek jak: głupi jak Jurek, grzebie jak Zyta pazurem, stara Izabela, wściekły jak Andrzej, dumny jak Leszek, skrzeczy jak Bogdan, brudny jak Marek itd. itp., bo też to wszystko tylko homo-vulgaris wedle siebie wymyślił.
Może tak być? Może! I stanie się to mniej więcej za milion lat. Do zobaczenie więc i do usłyszenia.
Koniec bajki.
autor: Roman Ćwiękała
Skomentuj ten artykuł! (2)