Bez wizy do USA
Co łączy nas i Słoweńców, poza słowiańskim pochodzeniem i podobieństwem wielu wyrazów? Odkryłem, że... kuchnia. Obiad jem w restauracji „Sokol” („Sokół”) w sercu starej Lubljany (kłania się tu XIX-wieczna tradycja słoweńskiego ruchu niepodległościowego pod tą nazwą). Ludowa knajpa serwująca narodowe potrawy. Wśród nich ta, którą polecają gospodarze, a ja grzecznie nie odmawiam, a potem tego nie żałuję. „Krwawica” - to, powiedzmy w uproszczeniu, połączenie naszej (krwawej zresztą) „kiszki” czyli kaszanki z bigosem i czymś, co smakuje jak kasza. Ku mojemu zdziwieniu odkryłem podobieństwo kuchni polskiej, słoweńskiej i… alzackiej, gdzie też dominuje połączenie kiełbasy i kapusty (tzw. szukrut - spolszczając). Nie najgorsze jest słoweńskie piwo: teraz piję ”Unię” (nomen omen), z poprzednich pobytów pamiętam produkty Pivovarny Lasko, skądinąd sponsora drużyny piłkarskiej i koszykarskiej (ta druga bardzo dobra skądinąd, wyeliminowała z europejskich pucharów nasz „Śląsk” Wrocław).
Ale nie jestem tylko w stolicy. Także pod samą granicą włoską (dzielą nas od niej 3 km), w miejscowości, której nazwa wskazuje na niewątpliwe wpływy kultury ottomańskiej (obecnie zresztą na całych Bałkanach): ANKARAN. Tu wita nas morze i słońce, ciepłe popołudnie, ale już jest bardzo zimny wieczór.
Wcześniej, poza Lubljaną, byłem w położonym na południu KRSKO (niedaleko od granicy z Chorwacją) oraz w górach, gdzie – bodaj w 2000 lub 2001 roku – jeszcze jako poseł na Sejm RP i przedstawiciel Polski w Zgromadzeniu Parlamentarnym Unii Zachodnioeuropejskiej wizytowałem jednostkę strzelców górskich słoweńskiej armii. A propos: wojsko w tym państwie jest już zawodowe! Armia liczy zaledwie 15 tys, żołnierzy i nie przypomina już tego molocha z czasów Josipa Broz Tito (wtedy jugosłowiańska armia była jedną z większych w Europie!).
Słowenia jest przedmiotem zazdrości pozostałej „7” z Europy środkowo- wschodniej z jednego głównie powodu - przy czym nie chodzi tu bynajmniej o wysoki poziom życia! Tym, co mają Słoweńcy, a czego nie mają inni, jest amerykańska taryfa ulgowa: oni nie muszą mieć wiz do USA!
Słowenia - mała, dumna, zamożna. W referendum akcesyjnym to właśnie tu był największy procent głosów na „tak”. Dziś dalej nie przepada się w tym kraju za eurosceptykami, choć eurorealiści są coraz bardziej w cenie. Ale na zbytnie uzależnienie gospodarcze od Niemiec narzeka się tutaj bynajmniej nie szeptem. Słoweńcy to Słowianie, ale bardzo „uzachodnieni”. Po słowiańsku jednak bardzo gościnni i mili. Kiedy przemawiam, mówię po słoweńsku „dzień dobry” i „dobry wieczór” (brzmi to niemal identycznie, jak po polsku), przepraszając, że jednak po słoweńsku nie mówię, ale „nikt nie jest ideałem”... Na koniec wszak - znowu po słoweńsku - „chwala” czyli „dziękuję”. No, właśnie „chvala, Slovenija” - dziękuję ci, Słowenio za te dwa dni...
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (5)