Bułgarski paradoks
Ostatnio w krótkim czasie nadrabiam „zaległości” w wizytach na bułgarskiej, gościnnej ziemi. Mam nadzieję, że może przyczyniam się w ten sposób do... jej promocji. I jak często coś ciekawego wokół mnie się dzieje.
Bułgarski - nie tyle ślad czy łącznik - ale paradoks. Kolacja w dobrej restauracji Car Iwan II przy ul. Neofity Rulskiego. Talerze z dwugłowymi orłami. Dystyngowani kelnerzy. Na koniec 3,5-godzinnej (!) kolacji wręczają nam wizytówki, a na nich wstydliwie schowany car Iwan, za to w oczy bije „Jazz & Blues Bar CALVADOS”. Wash and go, dwa w jednym, misz - masz. Przy dozie dobrej woli - nawet zabawne.
Kolejny paradoks. Jemy obiad w restauracji hotelu w samym centrum stolicy Bułgarii. Jest tak światowo, że nie ma nawet już bułgarskiego piwa. Jest tak prowincjonalnie, że nie ma menu po angielsku. Tak na marginesie: odkryłem wspólny (i smaczny) bułgarsko - czeski mianownik kulinarny: smażony żółty ser. Jakie to niedietetyczne. I jakie dobre!
Konferencja prasowa z udziałem 14 dziennikarzy bułgarskich. Mówię po angielsku. Rusłan Iwanow tłumaczy na bułgarski. Mówię, że właśnie w ostatnią środę Komisja Europejska poinformowała Parlament Europejski, że zakończyła negocjacje z Bułgarią na poziomie technicznym, ale nie na poziomie politycznym. I że to jest właśnie czas, żeby dokładnie przeczytać to, na co zgodziła się strona bułgarska. Podkreślam, że miejsce Bułgarii jest w rodzinie narodów europejskich, tym bardziej że Bułgaria ma 1300 lat, a Belgia, gdzie mieszczą się instytucje unijne - dopiero 174 lata. I dlatego teksty Donalda Rumsfelda o „starej” i „nowej „ Unii to kompletna bzdura. Mówię, że w tych negocjacjach najważniejszy dla Bułgarii jest rozdział dotyczący rolnictwa. A na pytania dziennikarzy BBC odpowiedziałem, że właśnie rolnictwo jest obszarem, w którym mogą być również dla Bułgarii minusy.
Podkreślam, że sprawa negocjacji to nie jest kwestia tylko polityków i sprawa zacisza gabinetów. Nad procesem negocjacji kontrolę musi mieć parlament narodowy - tak jak to miało miejsce przed 1995 rokiem w Szwecji i Finlandii, a w ostatnim okresie przed zakończeniem negocjacji także w Polsce. Apeluję o dostęp do wiedzy na ten temat organizacji społecznych, związków zawodowych, NGO-sów. Powtarzam, że w Brukseli mówi się, że zespół bułgarskich negocjatorów to taki team „yes-manów”, bo na każdą propozycję Brukseli odpowiadają - „tak, tak”.
Przyjęcie bardzo dobre. W serwisie BBC moje wypowiedzi są pierwszymi informacjami, podobnie w lokalnym radiu w Płowdiw i w ogólnobułgarskim serwisie SMS-owym (przez 100 tys. abonentów na 7 mln mieszkańców). Myślę, że wreszcie ktoś do nich mówił o Unii nie na kolanach i nie stekiem sloganów.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (3)