Było wyjść!
Hadko słuchać: teraz wszyscy „huzia!” - na Pana Prezydenta za to, że pojechał był do Moskwy. Można powiedzieć: Mądry Polak po szkodzie...
Ja przypominam, że początkowo też uważałem, że nie należy robić JE Włodzimierzowi Putinowi afrontu - i skoro jedzie np. prezydent Francji, to może i prezydent Polski. Ostatecznie obydwa kraje są w bardzo podobnej sytuacji: zarówno III Republika Francuska, jak i II RP były sąsiadami Niemiec, obydwa były w koalicji przeciwko III Rzeszy ze Zjednoczonym Królestwem, obydwa przegrały wojnę w kompromitującym stylu po paru tygodniach (Francuzi w znacznie bardziej kompromitującym - nie mieli tak podle ukształtowanej i nieobronnej granicy, a wkroczenia od tyłu Królestwa Włoch nie można porównać z wkroczeniem Związku Sowieckiego...) i obydwa zostały jakoś wyzwolone...
Dopiero parę tygodni temu przestało mi się to podobać...
Czy JE Aleksander Kwaśniewski powinien był po tych sygnałach zmienić decyzję? Nie sądzę! Zmiana decyzji to oznaka słabości. Powinien był pojechać!
Tylko nie powinien był składać na deszczu jakichś kwiatów na grobach ofiar stalinizmu, co nikogo tam nie wzrusza: generałów rosyjskich, pomordowanych przez bolszewików lub stalinistów mają tam na pęczki - lecz na placu Czerwonym, po lekceważącym Polskę przemówieniu Prezydenta Federacji Rosyjskiej, po prostu - wyjść.
O - to na pewno zostałoby dostrzeżone! I zostałby w Polsce bohaterem. Bo Polacy są czuli na symbole... Mówiąc szczerze: są cholernie głupio uczuleni na symbole. Polakom można w twarz napluć, z pieniędzy obrabować - a potem przyjechać, uklęknąć przed grobem Nieznanego Żołnierza, złożyć kwiaty, oświadczyć, że kocha się polskiego Papieża, zafundować szpitalowi dwa komplety narzędzi do robienia skrobanek i stwierdzić, że to Polska uratowała świat przed Hitlerem - by Polacy jedli takiemu szubrawcowi z ręki. Brak nam po prostu arystokracji. Ludzi, którzy z zimnym cynizmem grzecznie by takiego epuzera wystawili za drzwi.
A p. Prezydent to „swój” chłopak. Z ludu. Więc na widok możnych tego świata położył uszy po sobie i grzecznie stał...
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (0)