Ceylon Tea
Mangala Samaraweera - to nazwisko nie tyle egzotycznego piosenkarza (choć rymuje się z tytułem pewnej znanej piosenki…), co egzotycznego polityka. Ten minister spraw zagranicznych Cejlonu (czyli Sri Lanki) był gościem dzisiejszego posiedzenia AFET. Grupa ciemnych (w sensie karnacji) ludzi czekała co nieco przed drzwiami komisji, bo przeciągał się poprzedni punkt porządku obrad (Fundusz Powrotu Imigrantów, referowany przez łotewską posłankę Tatianę Zdanokę z grupy liberalnej, skądinąd jedyną przedstawicielkę Rosji w PE - reprezentuje ona bowiem mniejszość rosyjską na Łotwie…). Patrzyłem na min. Samaraweerę. Co czuje człowiek, którego poprzednika na tym stanowisku zabito? To dzieło tzw. tamilskich Tygrysów. Tych samych, którzy w ciągu półtora miesiąca na przełomie 2005 i 2006 roku (dokładnie między 4XII a 22I) w 9 zamachach terrorystycznych zabili 177 policjantów i żołnierzy Sri Lanki. Ale nie tylko: porwali helikopter, napadali na pociągi, jak kiedyś na Dzikim Zachodzie. Wcześniej zabili ok. 80 polityków lokalnych.
Skąd biorą pieniądze Tamilowie - bojownicy? Każda rodzina tamilska mieszkającą na Zachodzie opodatkowuje się na „Tygrysów”. To norma. Minister M.S. mówił dziś, że znane są przypadki, gdy Tamilowi, ale już obywatelowi Francji, gdy tylko odmówił płacenia haraczu na „wyzwolenie” - przedstawiciele „Tygrysów”… skonfiskowali francuski paszport. O tym wszystkim warto pamiętać przy piciu „Ceylon Tea”…
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (3)