Cypryjskie spotkania
Cypr - wizyty dzień trzeci. W Lefkozji (turecka nazwa Nikozji) spotykamy się z szefem rządu tego minipaństwa. „Premierem” jest kobieta Fatma Ekenoglu. Ale wcześniej mieliśmy rozmowę z przewodniczącym parlamentu Cypru (Izby Reprezentantów) panem Christofiasem. Rozmowa - to złe określenie. Był to godzinny „wykład”, tłumaczony z greckiego na angielski. Facet nie dopuścił nas nawet do pytań… Okrąglutki jegomość w… mokasynach na nogach, przedstawiciel mocnej tutaj i współrządzącej (razem z prawicą) partii komunistycznej. To, że jest komunistą, nie przeszkadza mu często cytować prawosławnego patriarchę Cypru śp. arcybiskupa Makariosa, zresztą jednego z twórców niepodległości tego kraju. Tutejsi komuniści mają silne powiązania z biznesem (nie tylko tutejsi…). Na przykład producent słynnego piwa „Keo” oraz paru gatunków piwa i wina jest zapleczem finansowym kompartii. Stąd liderzy komunistów to zwykle ludzie bardzo zamożni, a partia ta funkcjonuje mniej dzięki ideologii, a bardziej dzięki sile pieniądza i tradycji. Marszałek Christofias jeszcze 3 tygodnie przed słynnym referendum w 2004 r. o przyłączenie tureckiej części wyspy był „za”, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie, jak większość cypryjskich partii politycznych, i opowiedział się „przeciw”.
Wracając do cypryjskich Turków... Pani „premier” nie jest typem specjalnie charyzmatycznym. Znacznie więcej charyzmy od niej posiada Hasan Taçoy - lider opozycyjnej Partii Jedności Narodowej. Czy inny polityk opozycyjny, Mustafa Akinci - szef partii Pokój i Demokracja, który zresztą właśnie wylatuje do USA, do córki , by cieszyć się nowo narodzonym wnukiem.
Nowy, mniej nacjonalistyczny, prezydent Cypru Północnego Talat przeszedł właśnie operację serca i nie mieliśmy okazji z nim rozmawiać. W każdym razie UE uważa go za polityka dużo bardziej pragmatycznego i kompromisowego niż wieloletni lider cypryjskich Turków Denktasz (w odróżnieniu od syna, też aktywnego w polityce, zwany także „Papą Denktaszem”). Najbliższym doradcą prezydenta Talata od spraw polityki zagranicznej jest Rasit Pertev. Gdy się z nim rozmawia, ma się wrażenie, że mógłby być wysokim urzędnikiem MSZ dowolnego kraju europejskiego.
Jednak od spotkań z tureckimi politykami bardziej zapamiętamy „spotkanie” z tureckim tłumem. Sporo ludzi z dziesiątkami tureckich flag czekało na nas już przy „checkpoint”, szlabanie granicznym. Ale jeszcze więcej ich było przy wjeździe do rezydencji władz Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Zablokowali autokar, skandowali, wymachiwali białymi i czerwonymi flagami z symbolem Turcji i tureckiego Cypru. Początkowo obecna policja nagle znika. Tłum jest coraz bardziej agresywny, napiera na autokar, a ja widzę coraz bardziej przerażone twarze moich koleżanek i kolegów z Zachodniej Europy. Z tłumu lecą jajka. Część z nich „wita się” z przednią szybą pojazdu… Grecki kierowca jest bliski histerii. W końcu zjawia się policja. Autokar musi się powoli wycofać wąską uliczką, aby od innej strony podjechać pod rezydencję władz. Przestraszeni urzędnicy Europarlamentu mówią, że jeżeli rezydencja jest zablokowana także od drugiej strony - to wycofujemy się. Ale strachy na lachy, bo druga strona jest wolna. Na trwogę uczestników delegacji patrzę lekko zaskoczony. Ja ze stanu wojennego pamiętam znacznie mniej spokojne delegacje…
Wieczorem BBC pokazuje rzuty jajkiem w nasz autokar w pobliżu siedziby władz Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Polskie telewizje to przemilczały na zasadzie: „Niech na całym świecie wojna, byle nasza wieś spokojna”.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)