Czarna Afryka
Jestem w „czarnej” Afryce. Pierwszy raz. Byłem co prawda w Egipcie, ale to arabska Afryka, a nie „czarna”.
Mali - jeden z najbiedniejszych krajów kontynentu, a więc i świata. Nazwa stolicy - Bamako - brzmi egzotycznie, jak zaklęcie szamana. To właśnie tu, na południu kraju, odbywa się Zgromadzenie Parlamentarne Unia Europejska - Afryka, Karaiby, Pacyfik. Spotyka się część bogatej północy ze sporą częścią biednego południa. Będzie dialog, ale na razie jest wszechogarniający upał, odczuwalny także wieczorem. W tej sprawie stereotyp „gorącego Czarnego Lądu” pasuje jak ulał...
Podczas pobytu w Afryce bez przerwy przychodzi mi do głowy tytuł jednego z rozdziałów Hebanu Kapuścińskiego (ta książka jest tu jak znalazł): „Ja biały człowiek…”. No, właściwie, chcąc nie chcąc, mimo woli, cały czas odczuwam, będąc na „Czarnym Lądzie”, pewną obcość, inność, a także tymczasowość mojej tu obecności. Jest tak nawet, gdy zachwycam się miejscową przyrodą czy ludźmi, ich pogodą ducha - mimo strasznej biedy.
Mali - kraj cztery razy większy od Polski (terytorialnie) i jednocześnie mający ponad trzy razy mniej ludności. Kraj, w którym większość (!) obywateli to …analfabeci (54%!). Długość życia kobiet wynosi tutaj niespełna 46 lat, a mężczyzn 44,7 lat…Tu nie ma inflacji - jest deflacja (poziom inflacji minus 3%). Dochód na głowę mieszkańca wynosi 418 USD rocznie, czyli dziennie Malijczyk ma średnio dolara i 15 centów. Walutą jest afrykańskie „euro”, czyli frank CFA (nadzorowany przez Bank Państw Zachodnioafrykańskich; ta wspólna waluta powstała znacznie wcześniej niż euro…). Co dziesiąty mieszkaniec Mali to Tuareg lub Maur - w ciągu 40 lat szereg razy walczyli oni z Murzynami o zaprzestanie dyskryminacji. Dziewięciu na dziesięciu Malijczyków to muzułmanie (choć generalnie nie ma tu islamskich ruchów radykalnych), tylko co setny jest chrześcijaninem. Mówi się tu po francusku i w języku bambara (używanym przez 4/5 obywateli kraju).
Na tle wielu innych krajów Afryki Mali jest państwem w miarę demokratycznym, choć wybory tutaj zwykle się „poprawia” (ostatni raz unieważniono… 27% głosów). Ale dyktatury nie ma. Jest natomiast straszna, widoczna na każdym kroku, nędza, pogłębiona jeszcze zeszłoroczną epidemią szarańczy.
Tu zastaje mnie wiadomość o wyborze nowego papieża. Habemus Papam. Do tego konklawe podchodziłem bez emocji, bo każdy po Karolu Wojtyle będzie aż papieżem, ale tylko następcą Wojtyły. A jednak wiadomość o wyborze zelektryzowała mnie. Osoba nowego papieża gwarantuje jedno: kontynuację dzieła Jana Pawła II. Zaskoczyli mnie Niemcy, którym składałem gratulacje: niezadowoleni!!! Bo ich to nie obchodzi - są protestantami, bo Ratzinger za bardzo konserwatywny itd. itp. Żadnej radości, że to Niemiec - ich rodak.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (296)