Czas na opamiętanie
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom, także polskich mediów, nie ma większych szans na zakończenie prac nad konstytucją europejską do końca czerwca, czyli do końca półrocznej prezydencji Irlandii w UE. I dobrze. Konstytucja jest potrzebna Unii jak świeczka diabłu (właśnie wymyśliłem nowe, polskie, przysłowie niczym porucznik Banaczek z amerykańskiego serialu). Projekt traktatu o ustanowieniu konstytucji jest w gruncie rzeczy psu na budę. Pomijając już brak bardzo ważnej preambuły, dotyczącej dziedzictwa chrześcijańskiego, kluczową sprawa jest odejście, w praktyce po roku 2009, od ustaleń traktatu z Nicei, które dla naszego kraju były bardzo korzystne (znacznie korzystniejsze niż propozycje zawarte w eurokonstytucji). Przesunięcie tej sprawy w czasie jest w gruncie rzeczy korzystne, bo pokazuje, że UE jakoś egzystuje bez konstytucji. A to oznacza, że można bez niej żyć. Im więcej czasu dla poszczególnych rządów na refleksję, tym więcej czasu na opamiętanie. Skorzystała z tego Wielka Brytania, której premier Tony Blair oświadczył już, że Albion konstytucji nie poprze. A to oznacza, że jej nie będzie - w tej bowiem kwestii w Unii obowiązuje zasada jednomyślności. Brytyjczycy zrobili to, o czym szereg innych narodów myślało, tyle że po cichu.
Ja osobiście uważam, że w sprawie konstytucji europejskiej powinno być w Polsce przeprowadzone referendum. Nie jest to bowiem decyzja, którą elity (marnej zresztą jakości) mogą narzucić społeczeństwu.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (715)