Czerwono-zielona
Reżymowe media na wyścigi zapewniały, że p. Aleksander Milinkiewicz (tak nawiasem: bardzo rozsądny gość!) cieszy się na Białej Rusi ogromnym poparciem. Ale gdy doszło do wyborów, stało się tak, jak przewidywałem: mimo skoncentrowanej akcji prawie półtorej tysiąca „korespondentów” na ogół zajętych wmawianiem Białorusinom, że mają głosować na p. Milinkiewicza, mimo radia i telewizji z Polski i z Rosji, JE Aleksander Łukaszenka zdobył zdecydowana większość w wyborach. Mnie to ani ziębi, ani grzeje, bo nie jestem d***kratą, i Wolę L””u mam głęboko gdzieś - ale dla Panów D***kratów był to szok. Wszyscy ludzie rozsądni zdają sobie sprawę, że komisje wyborcze, zwłaszcza na prowincji, chcąc dopomóc kochanemu Baćce zagrożonemu przez zachodnich imperialistów, trochę głosów Mu dosypały - ale nikt rozsądny nie kwestionuje, że za p. Łukaszenką optowało ponad 2/3 głosujących.
Jasne, że opozycja była zastraszana i sekowana - ale widocznie Biali Rusini lubią władców, którzy zastraszają opozycję... Bardzo wiele kobiet lubi mężów, którzy dzieci trzymają krótko - a że czasem i im się oberwie - to trudno... Uboczny skutek!
Więc jak ktoś jest d***kratą, to niech siedzi cicho! A jak nie jest, to niech powie otwarcie: L*d (tu: białoruski) jest głupi, nie ma pojęcia, co dla niego jest dobre, my tu mamy swojego agenta p. Milinkiewicza, który zaprowadzi na Białorusi znacznie lepszy porządek niż p. Aleksander Łukaszenka.
Choć, jak czytam i słyszę ton polityków, to pobrzękuje w nim nutka: „Ten Milinkiewicz nas oszukał, zapewniał, że ma wielkie wpływy, daliśmy mu kupę forsy, oddaliśmy w pacht środki masowego przekazu - a tu: klapa! Góra 10%. Chyba poszukamy innego agenta...”
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (1)