


Francuzi przez sześć miesięcy, do końca 2008 r., oficjalnie dzierżyli stery Unii Europejskiej. Nieoficjalnie - trzymają je nadal w swoich rękach. Ostatnia akcja prezydenta Sarkozy’ego w Egipcie i Izraelu ewidentnie pokazała, że w sprawach ważnych i trudnych nie posyła się niedoświadczonych debiutantów (czyli Czechów, obecnie sprawujących formalnie prezydencję nad Unią), trzeba stawiać na sprawdzonych.
Nicolas Sarkozy jak dotąd zwykł (nie bacząc na unijne granice prawne swojego mandatu) reagować tak szybko, że inni, zaskoczeni jego błyskawicznym działaniem, niejako „zapominali” zapytać - kto go tam rzeczywiście z misją posłał. Tak było latem, za czasów francuskiej prezydencji - w przypadku Gruzji, podobnie jest teraz, w Gazie - formalnie już za prezydencji czeskiej. W obu przypadkach żaden unijny przepis nie pozwalał na taką wspólnotową reakcję, ponieważ nie mamy jak dotychczas wspólnej polityki zagranicznej - jest tylko wspólny rynek!
Nicolas Sarkozy tuż po wyborze na prezydenta Francji sygnalizował już w swoim pierwszym wystąpieniu w Parlamencie Europejskim, iż budowa wspólnej Europy, leży „w sercu jego osobistych priorytetów”. Trzeba przyznać, że serce Sarkozy’ego (poza wysoką brunetką) dużo jeszcze może pomieścić. Nie zniechęciło go irlandzkie „nie” już na początku francuskiej prezydencji, ani prezydent Kaczyński, który mimo przyjęcia traktatu lizbońskiego przez obie izby polskiego parlamentu - uznał za bezcelowe składanie podpisu pod dokumentem.
Sarkozy - Waleczne Serce zatrzymał wojnę w Gruzji, potem znalazł remedium na kryzys, wyhamował niewygodną dla Francji dyskusję nad reformą wspólnej polityki rolnej, a na deser prezydencji przepchnął piekielnie trudny pakiet energetyczno - klimatyczny. Sarkozy lubi i chce być kryzysowym mężem opatrznościowym, w blasku fleszy czuje się jak ryba w wodzie, a w czasie francuskiej prezydencji miał mnóstwo powodów, by zwoływać nadzwyczajne szczyty, czy jeździć ze specjalnymi misjami. I tak mu już zostało…
Choć teraz od kilku dni Czesi sprawują unijną prezydencję, tak naprawdę ich plany są czystą kontynuacją francuskich zamierzeń, uznano więc, że i autorom (skoro lubią) będzie dane jeszcze trochę popracować.
Oficjalnym powodem reakcji na konflikt w Gazie stała się „polityka większego zaangażowania w dialog z krajami basenu Morza Śródziemnego”. Sarkozy, czując się „prawie” prezydentem przyszłej Unii Śródziemnomorskiej, musiał zatem zareagować na sytuację w Gazie. Efekt? Po wizycie w Izraelu i rozmowach z prezydentem Egiptu Hosni Mubarakiem przedstawiono wczoraj propozycję natychmiastowego przerwania ognia między Izraelem a Palestyńczykami. Do pokoju jeszcze daleko, ale do rozejmu już blisko. Obie skonfliktowane strony przyjęły egipsko-francuską propozycję. Czy osiągnąłby to obecny szef Rady - czeski premier Mirek Topolanek?
autor: Lidia Geringer De Oedenberg