Dzień Kobiet w UE
Portugalski wiceprzewodniczący PE, którego rysy każą rozpamiętywać kolonialną przeszłość jego ojczyzny, tak ostatnio prowadził obrady Europarlamentu, żeby w debacie na temat tzw. dyrektywy usługowej głosu za często nie zabierali posłowie z „nowej Unii”. Forował „starą Unię” (głównie Francuzów), która bardzo nie chce, aby rynek polski czy czeski przejął usługi świadczone w RFN czy Włoszech. Pod tym względem - po raz kolejny - w PE okazało się, że solidarność narodowa ważniejsza jest niż podziały polityczne: komuniści francuscy basowali francuskiej prawicy, niemieccy zieloni niemieckim chadekom. Niemieccy posłowie z poszczególnych grup politycznych mają mieć w czasie głosowań - poza partyjnymi, co naturalne - także „narodowe ściągaczki”. Niektórzy nasi deputowani są tym zaskoczeni - ja wcale. Będąc w polskim parlamencie przez dwie kadencje krytykowałem absurdalną organizację pracy naszego sejmu. Przejawiała się ona m.in. w urządzaniu nocnych debat, kończących się o 1, 2, a bywało, że przed 3 nad ranem. Wydawało się mi naiwnie, że ta kraina absurdu nie będzie kontynuowana w Strasburgu. Nie miałem racji. Ostatnie sesje to regularne kończenie posiedzeń w poniedziałki, wtorki, środy o północy. Tylko w czwartki - dni wyjazdu większości posłów - kończy się ok. 16.15 - 16.30 po II turze głosowań. Nocą to się śpi, a nie przemawia czy drzemie w sali posiedzeń.
Ambasady Polski, ale i Niemiec, Czech, Grecji itd., np. w Nowym Jorku (przy ONZ) przekształcą się w ambasady Unii Europejskiej. Będą podlegać ministrowi spraw zagranicznych Unii (pierwszym będzie Solana, jednocześnie wiceszef Komisji Europejskiej). Zamiast flag narodowych - flagi unijne! To będzie rewolucja! To byłaby rewolucja - gdyby polskie i inne narodowe ambasady musiały zniknąć, ale pozostaną - będą istnieć obok unijnej. I tak będzie to absolutnie nowa jakość. Obojętnie, czy ktoś jest „za” czy „przeciw”, musi to przyznać. Pytanie jednak, na ile wpływ mojego kraju będzie w tej nowej konfiguracji rzeczywiście realny? Obawiam się, że - zwłaszcza na początku- mogą z tym być problemy.
O tych właśnie problemach dyskutowaliśmy kilka dni temu na posiedzeniu Komisji Spraw Konstytucyjnych PE. Nie ma zgody co do wielu spraw w tym obszarze. Javier Solana jest za bardzo ambitny, chce połknąć olbrzymią ilość kompetencji i wzmocnić swoją pozycję. Barroso, Ferrero-Waldner czy Mandelsohn są temu przeciwni. Spory personalne, kompetencyjne, prestiżowe - to też część rzeczywistości Unii. Ciekawostką jest powołanie w przyszłości Biura Wizowego UE i jego delegatur na całym świecie.
Wczoraj z kolei miał miejsce panel dyskusyjny z udziałem polskich eurodeputowanych w zabytkowej, szacownej, położonej w pobliżu Parlamentu Europejskiego Bibliotece Solvay. Pięcioosobowe prezydium na podwyższeniu. Wpatrzona w nas publiczność i kamery TVP. Z dyskusji jasno wynika, że eurorealizm sprawdza się i nie ma powodu, aby wpadać ani w eurozachwyt, ani w eurorozpacz. Umiemy wspólnie pracować, choć różnimy się w ocenach.
A teraz parę ciekawostek… Pierwsza. Jeden z kolegów - posłów w czasie ostatniej sesji w Strasburgu postanowił skorzystać z toalety dla inwalidów na parterze głównego budynku. Wszedł i ...osłupiał. W środku dywanik, a na nim muzułmanin odprawiający modły. Po prostu ktoś ze staffu, wyznawca Allacha, chciał pomodlić się nie na oczach innych, szukał dyskretnego miejsca - i znalazł. Tyle że nie zamknął drzwi.
To zdarzenie uświadamia, że w środku Parlamentu Europejskiego, wśród nas, są ludzie islamu, ze swoją wiarą, kulturą, zwyczajami, obrzędami. Koegzystencja jest pokojowa.
Ciekawostka druga. Święto Kobiet w PE. Debata na posiedzeniu plenarnym nad mocno ideologicznym dokumentem o sytuacji kobiet w Europie. Zamiast gadania - my wolimy czyny. Organizujemy dla naszych pań - współpracowniczek, asystentek, stażystek poczęstunek, dajemy drobne (i słodkie!) upominki. Ma to chyba większy sens niż paplanina.
A deputowana ze Słowacji, z partii Mecziara, pani Belohorska na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych zwraca się do ministra Strawa, że dziś, panie ministrze, Dzień Kobiet... „Co mamy? Jaki dzień?...” - dziwi się brytyjski socjalista.
I na koniec… W Brukseli prawdziwa wiosna. Można chodzić w rozpiętym płaszczu i bez szalika. Wreszcie! Różnica - w porównaniu z Polską - widoczna, zwłaszcza dla moich współpracowników, którzy przyjechali ze mną, a od paru miesięcy nie wyjeżdżali z zimnej Polski. A propos podróży z Polski - na granicy (faktycznie nieistniejącej) niemiecko-belgijskiej pusty budynek dawnej straży granicznej i celników straszy... powybijanymi szybami niczym nieczynny już budynek stacyjny po nieboszczce PKP w np. Koziej Wólce w Polsce.
Autor jest deputowanym do Parlamentu Europejskiego
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)