"Dziwny jest ten świat"
"Czemu cieniu odjeżdżasz ręce złamawszy na pancerz"... Jak zacząć i co w kilku prostych słowach napisać, by wyrazić - Niemena - pamięci rapsod żałobny!?...
Moja młodość i muzyczne fascynacje z tamtych lat, a co więcej: rozumienie nowoczesności, tego co "Nowe", w konfrontacji z tym, co zastane i wydawało się "Stare", związane na dobre i złe z "peerelowską" rzeczywistością - nie wyłącznie rzecz jasna, ale jednak pod wieloma względami - odnosiło się do Niemena, do tego, jak zaistniał w mojej świadomości estetycznej; innymi słowy: do mojego miejsca w zbiorowej wyobraźni wśród Niemenowej publiczości. To właśnie On, nie wyłącznie, ale po dużej części, ukształtował gust epoki, w której wzeszły moje - licealne i studenckie - młode lata.
Moja domowa płytoteka powstała i zaczęła coraz bardziej nabierać cech świadomie kompletowanej kolekcji właśnie wtedy, gdy obok winylowych czarnych krążków ze znakami firmowymi "Muzy" i "Polskich Nagrań", "Supraphonu", "Eterny" i "Miełodii", longplayów z nagraniami muzyki Mozarta, Beethovena i Chopina - z drugiej strony, gdzie była muzyka "lekka", "rozrywkowa" (cóż to za nieprecyzyjne określenie), "zadomowiła się" i ta skomponowana i wykonywana przez Niemena. Coraz więcej w moim domu słuchało się Niemena. I to nawet bez podziału na Ordonównę i Fogga dla Mamy i Taty oraz "mojego" Niemena. Słuchaliśmy razem, przy czym jakże często powodowani zdumieniem... Dziś już wiem, że badacze kultury nazywają ten stan "szokiem estetycznym", tzn. dotychczasowe kryteria oceny już nie przystają, nie wystarczają do oceny nowego zjawiska.
Który to był rok - zapewne 1963, może 1964? Wraz z wyrastającymi na fali "big-baetu" poszukiwaniami wśród amatorów nowych młodych talentów, w gronie członków zespołu "Niebiesko-Czarnych" znalazł się Czesław Wydrzycki. Szczupły, krótko ostrzyżony. Przyodziany w prosty czarny garniturek i białą ("normalną") koszulę z zielonym gładkim krawatem. Powściągliwy w sposobie bycia. Śpiewał proste piosenki. Hala sportowa "białych koszar" w Oleśnicy napęczniała od takich jak ja wówczas "małolatów". Nie zachował się, niestety, zdobyty wtedy przeze mnie autograf Czesława Wydrzyckiego - Niemena, a tamtą krótką niby rozmowę dzisiaj wspominam jako niezbyt udaną próbę werbalnej komunikacji, nasze "światy" okazały się zbyt odległe od siebie.
Wspomnę jeszcze taki relikt epoki końca lat 60. XX w. Wrocław, o dwa kroki od Rynku, nieopodal kościoła garnizonowego pw. św. Elżbiety, na przystanku "siódemki" był sklep z pamiątkami państwa Patiomkinów zwany "Chatką Puchatka", jeden z nielicznych wówczas przykładów "prywatnej inicjatywy". A tam aż trudno było dopchać się do lady, taki panował ruch... w kolejce po płyty - wówczas określane jako "płyty pocztówkowe". Były to plastikowe prostokąty z wyżłobionymi koliście rowkami z nagranymi po jednej stronie dwiema piosenkami, ot chociażby takimi, jak "Płonąca stodoła" i "Sen o Warszawie" z repertuaru Niemena.
Festiwal Piosenki Polskiej Opole 1967 rok. Niemen w garniturze w szerokie czarno-szare pasy. Śpiewa: "Dziwny jest ten świat"... Powraca do tego utworu potem kilkakrotnie, organizując jego szatę dźwiękową nie do poznania, w imię poszukiwania oryginalnych środków wyrazu - na Festiwalu w Sopocie w 1979 r. i na koncercie "dinozaurów" polskiego "rocka" w Operze Leśnej w 1986 r. Na mnie wywarła największe wrażenie inna wersja dokonana w latach 70. z towarzyszeniem oryginalnych organów kościelnych, katedry we Włoszech... Moja niepamięć zatarła niestety szczegóły, a tego nagrania już nigdy nie udało mi się powtórnie wysłuchać, ominęła mnie tedy duża rzecz. Spośród piosenkarzy zagranicznych śpiewających na festiwalach sopockich obcojęzyczne wersje językowe polskich piosenek rzadko - bo to trudne - sięgano do teki kompozytorskiej Niemena. Pamiętam sugestywną interpretację: "Dziwny jest ten świat" Bułgarki Paszy Christowej, notabene wkrótce potem ofiary katastrofy lotniczej.
W połowie lat 70. Niemen dał recital w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Byłem na tym koncercie. Miał potężne, jak na tamte czasy, supernowoczesne instrumentarium. Klawisze, elektronika, wielośladowe magnetofony, dzięki którym, by tak rzec, mógł śpiewać sam ze sobą. Stereofonia taka, że zdawało się, iż można "dotknąć", dźwięki unosiły się w przestrzeni sali widowiskowej. Teatralne efekty świetlne. W tym sztafażu Niemen roztaczał swoje wizje, rozumienie poezji Norwida oraz Ansyka i innych. Niemena fascynacja Norwidem zaowocowała jego własnymi tekstami pisanymi "w duchu" Norwida. W ślad za tym ukazywały się płyty gramofonowe z tymi nagraniami, "albumy" mieszczące jeden, dwa, trzy longplaye - a ich duży format pozostawiał sporo miejsca na oprawę plastyczną, zachęcał do przyozdobienia. Tak więc Niemen - muzyk spotkał Niemena - malarza, wizjonera, kreującego najczęściej twarze-maski i motywy oniryczne.
Odszedł wielki Artysta.
Napisane nocą 19/20 stycznia 2004 roku
autor: Czesław Panek
Skomentuj ten artykuł! (3)