Era Yassera
Dwie są na świecie rzeczy nieuniknione: śmierć i podatki - ale po raz pierwszy ktoś (i to reżymowa telewizja!) poprosił mnie o wypowiedź na ten pierwszy, znacznie ważniejszy temat. Sprawa jest aktualna, bo światowe media mają znów nie lada sensację - prawdziwego żywego trupa, Yassera Arafata. Podobno pod szpital, gdzie spoczywał pod aparaturą podtrzymująca życie, nie można się dopchać: są tam tysiące sprawozdawców. Których ambicją jest przekazać światu informację, że ten bandyta i aferzysta właśnie zmarł - o ułamek sekundy wcześniej niż inni.
Nie mogę tego pojąć. Przecież jeśli jedna stacja telewizyjna poda taką informację, to druga to zobaczy - więc potrafi to zrobić o dwie sekundy później - i nikt tego nie zauważy (poza konkurentami, rzecz jasna - ale co: nie będą wyśmiewać innej stacji za te dwie sekundy, bo by tylko zrobiły jej reklamę...). Więc po co wysyłać tam reportera? Stacje TV mają stanowczo za dużo pieniędzy.
Właśnie: pieniędzy. Mnie nie interesują rzeczy oczywiste - a to, że Arafat był protektorem bandy assassynów i terrorystów, to oczywiste. Mnie za to znacznie bardziej interesuje, ile pieniędzy (po części od braci Arabów, po części z pomocy Unii Europejskiej...) ludzie Arafata ukradli - a ile zamienili na bomby, którymi później zabijali Żydów... tracąc zawsze przy okazji jednego swojego patriotę, ale kto by przejmował się śmiercią mordercy?
Mnie interesuje inna „drobna” informacja: oto (małym druczkiem) podano, że pieczę nad finansami Autonomii przejął p. Ahmed Qureia, „premier” tego marionetkowego tworu. A przecież szefom tych terrorystów, Semitów czy Aryjczyków, o to chodzi: o pieniądze.
O bardzo DUŻE pieniądze.
A rozkradane były potężne pieniądze. Ciekawe, czy p. Qureia poda to do wiadomości publicznej - czy będzie tym szantażował ludzi Arafata, by zapewnić sobie ich poparcie?
Gdy Państwo słyszycie o „walce o niepodległość” Czeczenii, Polski, Kurdystanu, czy Palestyny, to pomyślcie: broń kosztuje. Skąd mają pieniądze na broń? Za co je dostają?
Czasem od obcych mocarstw, które chcą dokonać strategicznego ruchu - obecnie częściej od nafciarzy chcących poprowadzić rurociąg przez „swój” kraj...
Ale wcale bym się nie zdziwił, gdyby okazało się, że Arafat był agentem Izraela - hołubionym, by rządu dusz Palestyńczyków nie przejęli ludzie z Hamasu!
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (2)