Europejska armia?!
Unia Europejska nie jest bynajmniej „dogadana” w sprawie swojej polityki zagranicznej: Niemcy i Francja ciągną w swoją stronę, Wielka Brytania w swoją, Włochy w swoją itd. itp. Jednak powolutku, ale systematycznie, wzrasta zaangażowanie UE w wymiarze militarnym. Widać to na przykładzie choćby Bośni i Hercegowiny i wojskowej operacji na tym obszarze, która nazywa się ALTHEA. Głównodowodzącym tej militarnej misji Unii jest niemiecki admirał Rainer Feist. Operacja kosztuje 71,7 mln euro i obciążone nią będą państwa członkowskie UE, w tym oczywiście Polska. Póki co zaangażowanie militarne NATO w tym regionie zmniejszyło się, przynajmniej w sensie liczebnym. Oto bowiem w czerwcu 2004 roku liczba stacjonujących tam żołnierzy zmniejszyła się z 12 do 7 tys. Na razie mamy do czynienia z zalążkiem europejskiej armii, wielonarodowym sztabem, wspólnymi manewrami niezależnie od NATO i dwustronnymi czy trójstronnymi korpusami. Ale z biegiem czasu, w miarę rozszerzania Unii, ta idea armii będzie zyskiwać na znaczeniu. Angażować się w nią będą także te kraje członkowskie UE, które nie należą do NATO: Szwecja, Finlandia, Austria, Irlandia.
Dosłownie w ostatnią środę sprawa ta była przedmiotem obrad Podkomisji Obrony i Bezpieczeństwa, PE, której jestem członkiem. Admirał Feist pytany przeze mnie o możliwość i potrzebę dalszej redukcji zachodnich wojsk w Bośni i Hercegowinie zaprzeczył, bo sytuacja nie jest wciąż tam na tyle stabilna. I dobrze. Warto bowiem przypomnieć, że największa wspólna wpadka NATO i UE wiąże się nie z nadmiernym zaangażowaniwm militarnym, tylko z jego kompletnym brakiem - myślę tu o krwawej rzezi w dawnej Jugosławii, co do której Bruksela udawała, że jej nie widzi. I to się nie może powtórzyć. Jeżeli dziś Europa, czy mówiąc ściślej UE, angażuje się w sprawy Afryki (Sudan), czy dalekiej Azji (Kaszmir), to tym bardziej musi być obecna na kontynencie europejskim.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)