Fotografia z Madrytu
W Madrycie rzecz niesłychana: leje, pochmurno, wietrznie, słońce wychodzi dopiero po południu, ale głównie po to, aby bawić się z „madrilenos” i turystami w „chowanego”. Ale to miasto nie musi być skąpane w słońcu, aby być piękne.
Na moich oczach akcja policjantów i tajniaków: łapią trzech małolatów (chyba 8 - 10 lat) - kieszonkowców. Efektowna pogoń, odcięcie drogi odwrotu, mały złodziej dostaje w twarz. Potem madryckie „gliny” przetrząsają okoliczne kubły na śmieci w poszukiwaniu tego, co te dzieciaki ukradły. Fotografia Madrytu, jakiego nie znałem, ale o którym słyszałem.
Ciekawa rozmowa na temat integracji terytorialnej Hiszpanii w kontekście dążeń autonomicznych Katalonii. Moja rozmówczyni (wyższe wykształcenie uniwersyteckie, ekonomicznie: klasa średnia) zauważa ciekawą rzecz: ostatnie decyzje lewicowego rządu Jose Rodrigueza Luisa Zapatero i zdominowanych przez Partię Socjalistyczną Kortezów (czyli parlamentu) np. w sprawie małżeństw homoseksualnych - są kolejną płachtą na byka dla katolickiej Katalonii. Do przyczyn natury narodowej (Barcelona coraz bardziej dusi się w Królestwie Hiszpanii) i ekonomicznej (bogata Katalonia wścieka się, że na jej garnuszku jest cała biedna - poza Madrytem - reszta kraju) dochodzi czynnik trzeci i to bardzo ważny - religijny i ideowy (lub ideologiczny). Słowem: im bardziej Hiszpania w lewo, tym bardziej Katalonia nawet nie tyle w prawo, co OD Hiszpanii. To się dzieje już na zasadzie samosprawdzającej się prognozy. Jak w tragedii antycznej: wszyscy wiedzą, jaki będzie koniec, ale nikt nie jest w stanie temu zapobiec.
Kolejnym asumptem do pogłębiającej się przepaści katalońsko - hiszpańskiej był skandal z pierwszej pielgrzymki papieża Benedykta do Hiszpanii. Po raz pierwszy w dziejach papiestwa i pielgrzymek Ojca Świętego szef rządu - poza protokolarnym przywitaniem papieża na lotnisku - nie wziął udziału w ż a d n e j uroczystości, mszy, spotkaniu z udziałem głowy Kościoła Katolickiego. Specjaliści podkreślali, że nawet Castro na Kubie obnosił się z atencją wobec, wtedy jeszcze, Jana Pawła II, wiedząc, że ideologia ideologią, a pragmatycznie dobrze jest się własnemu narodowi pokazać w towarzystwie światowego autorytetu (zwłaszcza dotyczy to Hiszpanii z jej w dużej mierze katolickim społeczeństwem)... A dla Katalończyków to kolejny albo powód, albo pretekst, aby z taką (lub w ogóle: żadną) Hiszpanią mieć do czynienia jak najmniej.
Zaś dla Hiszpanów okazja, aby swoje poparcie przenieść na centroprawicową Partido Popular Mariano Rahoy - następcy Jose Mario Aznara, który szefem hiszpańskiego rządu był przez 8 lat (i tak krócej niż socjalista Felipe Gonzales - premier przez lat 12, dzisiaj jeden z przywódców Międzynarodówki Socjalistycznej). Niektórzy przywódcy lewicy („izquierda” - mówią Hiszpanie, w odróżnieniu od „derecha” - czyli prawicy...) już to czują: przed nadmierną „wojną ideologiczną” przestrzegali premiera Zapatero minister gospodarki Pedro Solbes i spraw wewnętrznych Alfredo Perez Rubalcapa. Ten pierwszy powinien być zapamiętany przez wszystkich Europejczyków. Były minister w rządzie Gonzalesa jako komisarz ds. finansów w Komisji Europejskiej pierwszy publicznie prezentował banknoty euro, a w dniu, gdy euro weszło w obieg, wszem i wobec oświadczał, że operacja się udała, a pacjent - europejska gospodarka - przeżył... Warto, żeby zapamiętali go również Polacy: mądry, doświadczony Solbes przestrzegał nas (podobnie, jak kolejni prezesi Europejskiego Banku Centralnego Holender Wim van Duisenburg czy – aktualny - Francuz Jean Claude Trichet) przed szybkim wprowadzeniem euro. Oficjalnie mówił - a było to trzy lata temu - o roku 2010 (w tym samym czasie Holender i Francuz mówili o 2009 - 2010). Równolegle w Polsce Leszek Balcerowicz mamił opinię publiczną (a może i siebie - licho go wie), gadając o naszym wejściu do „eurolandu” w roku ...2006 - 2007!!! Jakoś teraz o tym mało kto pamięta (czy chce pamiętać)...
A tak na marginesie: hiszpańska scena polityczna przypomina polską. No, króla to my nie mamy. Ale hiszpańska lewica publicznie kłóci się, krytykuje, pokazuje brak jednolitego stanowiska. Prawica natomiast zachowuje się jak zdyscyplinowana armia. Zarówno wtedy, gdy rządzi, jak i wtedy, gdy - jak teraz - jest w opozycji. Czy to zmieni się przed majem 2008 roku, gdy odbędą się następne wybory w Królestwie Hiszpanii? I jesienią 2009 (prawdopodobnie!), gdy my będziemy mieć kolejne spotkanie przy urnach? A najciekawsze w tym wszystkim jest to, że rząd Zapatero, prowadząc - wydawałoby się - politykę skrajną, ideologiczną, popełniając błędy, dalej świetnie stoi w sondażach! Skąd my to znamy?
Jeszcze tylko rzut oka na Pałac Królewski i refleksja, że historia - jak kobieta - zmienną jest. W tym miejscu Maurowie postawili kiedyś (dobrze ponad 1000 lat temu) warowną twierdzę, zwaną Alcazarem, broniącą strategicznego dostępu do ileż ważniejszego Toledo. Po 200 latach chrześcijanie wyparli muzułmanów (reconquista), a kościoły zastąpiły meczety. Po kolejnych 600 latach stary, brzydki pałac spłonął - i powstał obecny olśniewający Palacio Real. A za następne 370 lat, 11 marca 2004 roku, muzułmańscy terroryści w zamachach na cztery pociągi pasażerskie zabili 190 i zranili ponad 1800 ludzi w największym w historii Hiszpanii ataku terrorystycznym. Fortuna kołem się toczy. To, co niezmienne, to chyba natura reżysera i aktora dziejów - człowieka.
To, co wydarzyło się 2,5 roku temu w Madrycie: wielki zamach na trzy dni przed wyborami (który zresztą przesądził ich wynik na korzyść socjalistów), cały czas żyje w umysłach ludzi, którzy tu mieszkają czy choćby pracują. Widzę to po rozmowie z moją profesor od hiszpańskiego. Codziennie dojeżdża do pracy z Toledo (dawnej stolicy) oddalonego od Madrytu o 90 km. A w samym Madrycie jedzie metrem. Na mapce pokazuje mi, gdzie dokładnie - najbliżej nas - nastąpił wybuch. To ledwie cztery stacje od Opery, gdzie mieszkam.
Ostatnia migawka z Madrytu. Na lotnisko jadę... 4-pasmową jezdnią. To mi przypomina, że w tym kraju większość autostrad zbudowano za pieniądze UE. W tym właśnie - w ściąganiu środków z Brukseli - możemy Hiszpanów naśladować.
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (4)