Gorąco na Cyprze…
Cypr - drugi dzień europarlamentarnej wizyty. Wkrótce po przekroczeniu linii demarkacyjnej oddzielającej grecką i turecką część wyspy nasz autokar wiozący siedmioro europarlamentarzystów i urzędników Parlamentu Europejskiego został obrzucony jajami. Jedno z nich barwnie rozpłaszczyło się na przedniej szybie pojazdu…
Cypr to fascynujący kraj - historycznie, geograficznie i klimatycznie. Jestem tu już szósty raz, choć pierwszy raz po 4-letniej przerwie. Przyjeżdżałem tu wtedy, gdy turystów jest jak na lekarstwo: w grudniu czy lutym, ale też smażyłem się np. w lipcu (chociaż już na przełomie kwietnia i maja, od nadmiernego opalania dostałem udaru słonecznego…).
Co do turystów: Cypryjczycy nie przepadają za Brytyjczykami. Ma to swoje historyczne uzasadnienie - Cypr był częścią Imperium Brytyjskiego, a Brytyjczycy w ostatnich 150 latach rozgrywali Turków przeciwko Grekom. Paradoks jednak polega na tym, że Cypryjscy Grecy obrażają się… na źródło swojego dochodu. Co roku bowiem 1,5 mln obywateli Zjednoczonego Królestwa spędza wakacje na Cyprze, a 90 tys. Brytyjczyków ma tu domy. W kraju, gdzie prawie nie ma przemysłu, a rolnictwo produkuje tylko na rynek wewnętrzny, to turystyka i - szerzej - usługi przynoszą lwią część dochodu narodowego: aż 70%! Ale brytyjska obecność to nie tylko turyści. Także dwie jednostki wojskowe oraz stacja radarowa na najwyższym szczycie Cypru (1950 m n.p.m.).
Cypryjczycy to biznesowi spryciarze. W negocjacjach z Unią wydusili na Brukseli, że aż do 2015 r. marynarze na statkach pod cypryjską banderą w ogóle nie płacą podatków! To, oczywiście, spowodowało lawinowe przechodzenie armatorów pod flagę Cypru. Dzięki temu jedna z największych handlowych flot świata liczy 1900 statków! Cypryjska bandera powiewa również na 80 polskich statkach…
Ale dyplomaci z krajów unijnych podkreślają, że prawo wspólnot unijnych Cypryjczycy chcą stosować selektywnie: jak się im opłaca - to tak, a jak nie - to negocjujmy…
Dziesiątki tysięcy tureckich żołnierzy stacjonują w Tureckiej Republice Cypru Północnego - państwie uznawanym tylko przez Ankarę. Jednym ze sposobów zdobycia awansu w tureckiej armii jest przesuwanie linii demarkacyjnej o 10-15 metrów. Po ostatnim takim „numerze” w 2005 r. nastąpiła interwencja wojsk ONZ. Urugwajski dowódca ONZ-owskich „błękitnych hełmów” pojechał gazikiem z zadaniem zwymyślania Turków i cofnięcia granicy z powrotem o 15 metrów. Ale tureccy żołnierze - proste chłopaki z Anatolii albo nie wiedzą, co to ONZ, albo mają to w nosie. Generała wzięli na muszkę, odbezpieczyli karabiny i trzymali biedaka ponad godzinę z rękoma podniesionymi do góry. Miejscowe siły ONZ zareagowały błyskawicznie. Natychmiast poderwano całą flotyllę powietrzną w liczbie 2 helikopterów oraz wysłano na miejsce zdarzenia, aby odbijać nieszczęsnego „Latynoamerykańca”, parę opancerzonych „Skotów”. Od stycznia 2006 Urugwajczyka zmienił Argentyńczyk - widać, że Cypr w rozdzielniku ONZ ma Ameryka Południowa. Ale też od nowego roku dotychczasowego specjalnego przedstawiciela sekretarza generalnego ONZ (dotąd był nim Polak) zastąpił Duńczyk Michael Möller. Gdy zażądał dokładnej mapy linii demarkacyjnej, ale nie tej ustalonej, lecz tej realnie funkcjonującej, okazało się, że takiej mapy nie ma. Wściekł się i dał tydzień na skończenie z tą cypryjsko-grecko- turecką szopką…
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (1)