


Dzięki polskim posłom do Parlamentu Europejskiego w ostatniej chwili Unia przerwała milczenie w sprawie Gruzji. Jacek Saryusz-Wolski zaprosił wicepremiera Georgi Baramidze na oblegane posiedzenie Komisji Spraw Zagranicznych w ubiegłym tygodniu. Na mój wniosek do porządku ostatniej sesji plenarnej została dołączona debata nt. pogarszającej się sytuacji w regionie. Na następnej sesji plenarnej Parlament przyjmie rezolucję poświeconą sytuacji w Gruzji.
Po Ukrainie sprawa Gruzji jest kolejnym widocznym znakiem naszej obecności w UE. To przede wszystkim polscy posłowie zmobilizowali Unię do działania w sprawie Gruzji. Posłowie z wszystkich krajów okazali się tym razem zaskakująco jednomyślni. Skrytykowali zwiększenie liczebności wojskowych sił rosyjskich i wezwali obie strony do wstrzemięźliwości i dialogu. Podkreśliliśmy, że UE powinna okazać swoje poparcie dla integralności terytorialnej i suwerenności Gruzji. Decyzja Rosji o wzmocnieniu obecności wojskowej w Abchazji gwałci tę integralność i wcześniejsze ustalenia międzynarodowe. ONZ powinna wzmocnić swój mandat i wysłać tam siły pokojowe.
Ta sprawa to nie tylko kwestia pozycji Gruzji, choć to jest kluczowe. Działania w obliczu tego kryzysu stanowią dużą szansę dla UE, aby działała na miarę swoich ambicji, abyśmy byli realnym graczem na scenie światowej.
W konflikcie, jaki toczy się w Abchazji i Oseti, nie chodzi o prawa rosyjskiej mniejszości. Mimo czystek etnicznych, jakich doznało 300 tysięcy Gruzinów w tym regionie po roku 1993, demokratyczna Gruzja od lat oferuje autonomiczne swobody dla Abchazji. Mimo to Rosja poczyniła ostatnio kroki w kierunku uznania samozwańczego marionetkowego rządu w Abchazji, wzmacniając więzi handlowe, a także rozszerzając działanie rosyjskiego prawa rodzinnego, cywilnego i handlowego na tym terenie.
Trzeba dziś sobie zadać ważne pytanie: Czy sprzeciwiając się członkostwu Gruzji w NATO nie zachęciliśmy Rosji do tych działań? To pytanie powinno być postawione przede wszystkim w Berlinie.
W tym konflikcie chodzi o geopolitykę. Stawką jest wiarygodność Unii Europejskiej i pokój w regionie. Jeśli nie zdołamy zatrzymać Rosji w działaniach zmierzających do rozbioru jednego z naszych kluczowych partnerów na Kaukazie, nikt nie będzie się z nami liczył w przyszłości. Powinniśmy razem ze Stanami Zjednoczonymi doprowadzić do spotkania Rady Bezpieczeństwa oraz OBWE w tej sprawie. Oprócz zdecydowanego dyplomatycznego poparcia dla integralności Gruzji powinniśmy domagać się zastąpienia wojsk rosyjskich siłami działającymi z mandatem ONZ lub OBWE. Warto byłoby wysłać misję parlamentarną do Tbilisi. To są dziś zadania także dla rządu w Warszawie. Jeśli nam się nie powiedzie, Rosja swoją neoimperialną polityką może popchnąć cały region na krawędź wojny.
autor: Konrad Szymański