Izraelskie refleksje
Jordan - wielka rzeka, rozległa, rozlewająca się, kradnąca przybrzeżne krzaki i zarośla. To w tej rzece późniejszy święty Jan Chrzciciel ochrzcił Jezusa z Nazaretu. I zaraz potem otwarły się niebiosa i było już wiadomo, że to Jezus jest tym przez Boga wybranym.
20 wieków później zatrzymuję się w tym samym miejscu. Duży parking, autokary, wycieczki. Grupa hiszpańskich pielgrzymów, ubrana w białe szaty (można je tu wypożyczyć), zanurza się w nurty Jordanu, jak niegdyś Chrystus i jemu współcześni. Są przejęci. Pstrykają aparaty. Przebyli długą drogę, aby tu być. Obok reklama video - można tak to uwiecznić. Biznes miesza się z wiarą, profanum z sacrum, jak pewnie w każdej religii. Widzę tablice w kilkudziesięciu językach - odpowiedni fragment z Ewangelii. Szczególnie wyeksponowane francuska i angielska, nasza wysoko, aby ją przeczytać, czy w ogóle odnaleźć, trzeba wejść specjalną dróżką nad miejsce, gdzie św. Jan Chrzciciel rozpoczął nowy rozdział w dziejach ludzkości. Polska tablica w egzotycznym towarzystwie: obok fińskiej, łotewskiej, islandzkiej, rumuńskiej - a po prawej, zaraz po polskiej, żeby było bardziej światowo Pismo Święte w... narzeczu hawajskim. Hm, można i tak.
W tym kraju wojny nie ma, ale cały czas się toczy. Ludzie do niej przywykli na tyle, że chyba stała się częścią ich życia. Zagrożenie terrorystycznymi atakami (odwetem - powiedzieliby inni) ze strony Palestyńczyków nie paraliżuje życia ludzi, życia narodu. Armia izraelska jest w gotowości, ale ludzie są tylko ludźmi. Żołnierze na posterunkach w Jerozolimie palą papierosy, a na „czujce” na granicy z Jordanią widziałem osamotniony, bez właściciela, karabin maszynowy, którym na pewno ktoś się zaopiekuje, ale już po sjeście (w innym miejscu zobaczyłem w okopie widomy znak pokoju - pajęczynę...). Tyle że po drugiej stronie jest to samo, „tylko bardziej”. Na izraelskim posterunku nad rzeka Yarmoukh (tak piszą Żydzi, na angielskich mapach widziałem tę nazwę bez „h”), bliżej granicy z Jordanią, niż Syrią, tam, gdzie ów Yarmoukh przedziela Wzgórza Golan i Wzgórza Gilad, a po stronie arabskiej jest miasteczko Mukheiba - przez wojskową lornetę obserwowałem posterunek jordański. Wojna była tam ostatnią rzeczą, o której mogliby pomyśleć snujący się czy siedzący z zadartymi nogami wartownicy...
Wejdę drugi raz do tej samej rzeki: Yarmoukh. Na mapach widziałem ją zawsze poprzedzoną literka „N”. W swej naiwności myślałem, że chodzi o północny Yarmoukh (od: north). Miejscowi wyprowadzili mnie z błędu. Tajemnicza „N” pochodzi od słowa „nahar”, które i po hebrajsku, i po arabsku oznacza to samo – rzekę.
Arab na osiołku, mewa nad morzem, izraelski żebrak w Jerozolimie, młodzi Żydzi w myckach i z pejsami - okruchy rzeczywistości ostatnich kilkudziesięciu godzin. Do zapisania, do zapamiętania...
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)