Konkursowe kłopoty
Oj, nie ma coś szczęścia ta nasza jubilatka do wszelkich procedur konkursowych i sposobów wyłaniania kandydatur na eksponowane stanowiska. Kontrowersje wzbudził sposób powołania dyrektora MOKiS-u, bez względu na trafność wybou, gdzie znalazła zastosowanie słynna maksyma Lecha Wałęsy „nie chcę, ale muszę”. Po czym cała Polska obejrzała konkursowe perypetie doktora Jana Golacha, gdzie adwersarze wzajemnie strzelają sobie bramki sądowe. Obecnie wywiadownia doniosła mi o nowym odcinku telenoweli „Nasze konkursy”. Otóż ogłoszono konkurs na stanowisko zastępcy dyrektora zespołu Opieki Zdrowotnej do Spraw Lecznictwa. Zgodnie z procedurą skompletowano komisję konkursową i czekano na chętnych do objęcia tego ważnego stanowiska. Poważnie liczyła się dwójka kandydatów. Ze względu na ustawę o ochronie danych osobowych będę ich nazywał Pani X i Pan Y. W wyniku postępowania konkursowego komisja zadecydowała, iż zastępcą dyrektora powinien być Pan Y. Skoro tak, to powinien. A może i nie powinien, bo zaraz doszukano się uchybienia proceduralnego polegającego na niedoborze liczby lekarzy w komisji. Ma być 3, a było 2. Ciekawe, czy gdyby wygrała Pani X, uchybienie to miałoby jakieś znaczenie? Konkurs zatem unieważniono i postanowiono procedurę powtórzyć. Każdy średnio inteligentny człowiek pomyślałby, iż trzeba do komisji dokooptować jeszcze jednego lekarza i po sprawie. Ale tak może myśleć średnio inteligentny i to go gubi. Postąpiono zgoła inaczej. Powołano do komisji trzech lekarzy i wymieniono innych członków komisji. Kto wie, czy nie tych, co głosowali za Panem Y. Oczywiście w konkursowe szranki znowu staną Pani X i Pan Y. Nie chcę niczego sugerować, niemniej jednak takie postępowanie rodzi określone podejrzenia. I nie jest to winą paskudnego felietonisty, który tego typu praktyki wyciąga na światło dzienne. Czyżby ludzie odpowiedzialni w naszej medycznej placówce za procedury nie czytali odpowiednich przepisów, które regulują tok postępowania konkursowego. Chyba że scenariusz konkursu nie przewidywał takiego zakończenia, gdzie Pan Y krzyczy „bingo”...
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (2)