Kontrowersyjna dyrektywa
Parlament Europejski „klepnął” dyrektywę usługową. Rzekomy kompromis w tej sprawie okazał się „łże - kompromisem”. Odżyły podziały na starą i nową Unię, choć w tej starej Unii generalnie przyzwoicie zachowali się Brytyjczycy, Irlandczycy, Finowie, po części Holendrzy. W sumie, jak powiedziałem w wywiadzie dla Polskiego Radia, z wielkiej chmury nadziei na dostęp do unijnego rynku usług dla polskich przedsiębiorców zrobiła się mała mżawka. Zamiast wielkiej rzeki równości - jest strumyk, który, oczywiście, jest lepszy od Sahary, ale też na pewno nie jest tym, na co czekali przysłowiowi polscy hydraulicy.
Z polskich deputowanych dyrektywę poparła lewica, która bardzo nie lubi wychylać się z większościowego chóru. Zdanie przeciwne mieli pozostali - PO (poza bodaj 1 głosem wstrzymującym), PiS, Samoobrona i eurosceptycy. Niemal do końca jednak toczyły się „gry zabawy ludu polskiego” w tej kwestii. I jeszcze po północy pilotująca tę sprawę w PO poseł Małgorzata Handzlik namawiała mnie do głosowania „za”, argumentując, że „przecież nie będziesz głosował z komunistami”… Albo była to gra, albo PO jeszcze do końca sama nie wiedziała, jak głosować przy odrzuceniu najważniejszych dla nas poprawek. W końcu zagłosowali na „nie”, tak jak my i PiS, choć my wiedzieliśmy to już wczoraj.
Szef socjalistów Niemiec Schulz ofiarował po głosowaniu posłance i sprawozdawczym Niemce Gebhardt wielki bukiet kwiatów. Szkoda, że nie były to chryzantemy. Akurat by pasowały: na naszych oczach umierała bowiem dyrektywa, która miała zapewnić unijnej gospodarce dynamikę, a okazała się pogrzebem rzekomej europejskiej równości i rzekomej europejskiej solidarności.
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (2)