Kupa śmiechu
Żeby nikt nie mówił, że w tych swoich kawałkach tylko krytykuję i krytykuję, dziś będą same pochwały. Mam problem z tym, kogo pochwalić na pierwszym miejscu. Nie będę jednak zbyt długo zwlekał z powzięciem męskiej decyzji i dokonam wyboru na rzecz najważniejszej bodaj instytucji państwowej III RP. Jak każdemu wiadomo, tą instytucją jest fiskus, o którym już Juliusz Cezar w „De bello gallico” pisał, że po to się w ogóle wojuje, aby poborcy podatkowi mogli przystąpić do działania.
Bez wdawania się w dyskurs historyczny przystąpię od razu do rzeczy. Chwalę Urząd Skarbowy w Oleśnicy. Chwalę za to, że dba o Najwyższe Wartości w postaci interesów skarbowych III RP. Chwalę za nadzwyczaj poważne traktowanie swoich obowiązków, za to, że wykrywa wszelkich oszustów naruszających przepisy Kodeksu Karno-Skarbowego. Za to, że przez jego sprawną i gęstą sieć kontrolną i egzekucyjną nie zdoła się prześliznąć nawet najbardziej chytry nieuczciwy podatnik.
Zilustruję to na przykładzie podatnika J.B. Tenże obywatel-podatnik myślał sobie, że pod pozorem popełnienia tzw. drobnego błędu przy wypełnianiu PIT zdoła po prostu okraść nasze demokratyczne państwo prawa. Owszem, dokumenty wypełnił w odpowiednim czasie, nawet na dwa miesiące przed upływem terminu, załączniki do odpisu mieszkaniowego skrzętnie dołączając. Zadowolony z tego, że nikt go nie wzywa przed oblicze, skurkojad ten czekał sobie, aż Urząd Skarbowy przekaże mu na konto należną nadwyżkę. Doczekał się jednak czegoś innego. Nazajutrz po terminie 30 kwietnia dostał wezwanie na ulicę Lwowską, aby zjawił się ze wszystkimi dokumentami. Sprawdzając, dopatrzono się poważnego uchybienia. Nastąpiło „uszczuplenie” w wysokości 185, 40 PLN. Owszem, mogli i teraz - skoro nie było czasu przez dwa miesiące przed 30 kwietnia - po prostu poprawić błąd i poświadczyć poprawkę odpowiednimi podpisami. Nie z nimi takie numery! Trzeba było wdrożyć postępowanie z urzędu. Nastąpiła trwająca w sumie dwa tygodnie trzykrotna wymiana poleconych listów (ze zwrotnym poświadczeniem). Przyznać trzeba, że nadwyżkę podatkową, pomniejszoną o owe „uszczuplenie”, US akuratnie przelał na konto owego J.B. I kiedy się wydawało, że sprawę zakończono, „sprawcę wykroczenia podatkowego”, czyli nieuczciwego J.B. Oskarżyciel Skarbowy wezwał do stawienia się przed swe oblicze. Starszemu panu wraz z małżonką nawet na myśl nie przyszło, żeby prokuratorskiego wezwania nie posłuchać. Przecież było pouczenie w wezwaniu: „Podejrzany pozostający na wolności (aha! Miał J.B. szczęście, że go nie przyskrzynili!) jest zobowiązany stawić się na każde wezwanie i zawiadomić organ prowadzący dochodzenie o każdej zmianie miejsca zamieszkania lub pobytu trwającego dłużej niż 7 dni. W razie nie usprawiedliwionego niestawiennictwa podejrzanego można go zatrzymać i sprowadzić pod przymusem”.
To się nazywa konsekwencja w dbaniu o interes Finansów Państwa. Czy to nie powinno cieszyć? Za samo wysłanie takiego „objaśnienia” premia się należy. No i, rzecz jasna, za to, że nałożono na „sprawcę wykroczenia” mandat w wysokości 100 PLN - nagroda jeszcze ekstra. J.B. wierzy temu, że potraktowano go ulgowo, bo mandat, jak powiedziała nad wyraz miła pani oskarżycielka z pokoju 12 w gmachu na Lwowskiej, mógł być wyższy.
Opisawszy historię nieuczciwego podatnika J.B. wypada mi stanowczo nie zgodzić się z tekstem Rafała Zasunia z „Gazety Prawnej” z 5 sierpnia. Pisał on, że „polskie urzędy kontroli skarbowej są wyjątkowo nieefektywne (...) Jeszcze w czasach Leszka Balcerowicza zdecydowano, że inspektorzy będą się zajmować przede wszystkim dużymi firmami. Strategia ta przynosiła obfite żniwo budżetowe - w ubiegłym roku 4,5 miliarda PLN. Ale większość tych spraw to nie jest ściganie przestępców, lecz banalne kwestie rozliczeniowe, które w wielu krajach kończyłyby się często jedynie pouczeniem podatnika. Inspektorzy lubią takie kontrole, bo ryzyko jest niewielkie, a kwoty - a tym samym premie - duże.” Jak to? Czy godzi się tak twierdzić? Skoro, jak podaje „Rzeczpospolita” z ubiegłego tygodnia, ponad 23 miliony PIT-owców wpłaciły do budżetu prawie 26 miliardów złotówek, to przynoszące 4,5 miliarda „banalne kwestie rozliczeniowe” nie są znowu byle ochłapem. W końcu nawet taki „sprawca” jak J.B. zdaje sobie sprawę z tego, jaka to wielka kupa pieniędzy: można by nią oddłużyć większość publicznych szpitali - z wyjątkiem może klinik dla VIP-ów, bo tam szły do tej pory nieograniczone niczym kwoty. Słusznie czyni US w Oleśnicy, że do „banalnych kwestii rozliczeniowych” podchodzi z należną energią. I tak trzymać!
I nigdy nie uwierzę, że do tego US odnoszą się następujące słowa z cytowanego tekstu: „Jednocześnie inspektorzy są żałośnie nieskuteczni w ściganiu osób ukrywających swe dochody. W tych sprawach wydaje się rocznie kilkaset decyzji. Jak na 40-milionowy kraj z szarą strefą obliczaną na 15 % PKB to liczba śmieszna”.
Tak, cała wręcz kupa śmiechu!
Z podatkowym pozdrowieniem Wasz felietonista
autor: Julian Bartosz
Skomentuj ten artykuł! (2)