Mój dom jest moją twierdzą!
Pojęcie obrony koniecznej funkcjonuje w polskim prawie od 1997 roku. Gwarantuje je obowiązujący w Polsce Kodeks Karny. Obrona konieczna jest okolicznością wyłączającą bezprawność czynu zabronionego. Dokonanie czynu w sytuacji obrony koniecznej oznacza, że poszkodowany nie będzie zań ścigany.
Polskie prawo określa jednocześnie warunki, do jakich musi dojść, aby podjęcie obrony koniecznej było zasadne. Nie każdy czyn można sklasyfikować jako obronę konieczną. Musi on odznaczać się następującymi cechami: bezprawny, bezpośredni i rzeczywisty.
Bezprawność czynu należy rozumieć jako element przestępstwa, który powiązany jest z odpowiedzialnością karną. Następnie zamach musi istnieć w rzeczywistości, a nie w wyobraźni napadniętego, tj. rzeczywistość czynu. Ostatnim wymogiem jest bezpośredność, co oznacza, że zamach musi powodować bezpośrednie niebezpieczeństwo, a nie przewidywalne lub minione.
Istotą obrony koniecznej jest odpieranie zamachu. Kodeks Karny ustanawia warunek umiarkowania obrony. Nie może wystąpić rażąca dysproporcja między dobrem zaatakowanym zamachem, a dobrem napastnika, czyli, tłumacząc językiem prostszym, oznacza to sformułowanie, iż nie można użyć środków zbyt silnych w porównaniu do grożącego niebezpieczeństwa.
Jeśli środki obrony przekroczą granicę konieczności w zakresie siły i rodzaju, to następuje przekroczenie granic obrony koniecznej. Taka niewspółmierność sposobu obrony do niebezpieczeństwa zamachu określana jest mianem ekscesu intensywnego. Z kolei, gdy obrona jest przedwczesna lub spóźniona, nazywana jest ekscesem ekstensywnym.
W praktyce oznacza to, że broniąc się przed bandytą w domu, jeśli przestępcę zranimy, albo nawet zabijemy, to grozi nam areszt, oskarżenie o zabójstwo i postępowanie karne.
Drodzy Czytelnicy, wszyscy pamiętamy sprawę Pana Józefa Banasiaka z Łodzi, czy samosąd we Włodowie. Czynnikiem łączącym oba te wydarzenia była konieczność obrony własnego życia. Warunek umiarkowania obrony spowodował, że 86% przypadków obrony koniecznej kończy się oskarżeniem napadniętego przez prokuratora. Dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości opowiada się za znacznymi zmianami w tej materii. Chodzi o to, aby prawo chroniło ofiarę, a nie napastnika. Według nowego prawa, jeśli prokurator uzna, że broniący się człowiek działał pod wpływem silnego wzburzenia lub strachu, to może sprawę umorzyć. Do Kodeksu Karnego ma być wprowadzone nowe pojęcie naruszenia miru domowego. Ten, kto odważy się naruszyć ten mir, musi liczyć się z tym, że zostanie potraktowany jak napastnik. Jeżeli przestępca nie reaguje na nasze wezwania do opuszczenia domu, to mamy prawo zakładać, że chce popełnić zamach na nasze życie, a my musimy się skutecznie bronić. To napastnik powinien ponosić pełne ryzyko napadu, w tym także prawdopodobieństwo utraty życia.
Takie rozwiązania prawne funkcjonują już w Belgii i Stanach Zjednoczonych. Zgodnie z zasadą „my house is my castle”[mój dom jest moją twierdzą] właściciel domu ma prawo do skutecznej obrony swojego majątku. Napadnięty może strzelać do oprawcy bez obaw, że prokurator postawi go przed sądem.
Projekt zmian przygotowywanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości trafi do Rządu najprawdopodobniej za dwa miesiące. Potem stanie się przedmiotem dyskusji posłów.
Drodzy Czytelnicy, proponowane zmiany są zgodne z Waszymi oczekiwaniami. Należy położyć kres tej przedziwnej sytuacji, że z napotkanym we własnym domu złodziejem musimy obchodzić się „jak z jajkiem”. Aby obrona przyniosła pożądane skutki, musi odznaczać się taką samą intensywnością jak atak. I nie chodzi tu wcale o propagowanie samosądów, jak zarzucają nam przeciwnicy tych zmian. Prawo do obrony życia jest naturalnym prawem każdego człowieka. Działania państwa muszą umacniać taki stan rzeczy. Obywatel musi mieć poczucie, że prawo stoi po jego stronie. Bezpieczeństwo jego i jego najbliższych jest tutaj wartością nadrzędną. Pamiętajmy, że wartość takiego dobra, jakim jest życie, uzasadnia podjęcie takich środków obrony jak naruszenie ciała lub zabicie napastnika. Nie zapominajmy także o tym, kto tutaj jest ofiarą. Prawo musi chronić ofiary, a nie napastników. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Zgodnie z tym państwo musi chronić swoich obywateli.
autor: Beata Kempa
Skomentuj ten artykuł! (0)