Moja nawiększa gafa
Okręśla się to po prostu jako „faux pas”- dosłownie „fałszywy krok”, czyli „gafa”, złe, niefortunne zachowanie. A jako że była kiedyś taka liryczna piosenka „Wyznania najcichsze”, chciałbym się przyznać do moich trzech największych gaf... i to takich przez jedno, dwa, a nawet trzy „f”...
Gafa pierwsza - taka, o którą chyba najłatwiej „zahaczyć”, ucząc się języka obcego. Największą moją gafą językową jest ta popełniona w rozmowie z dwoma bardzo sympatycznymi Rosjanami, którzy przyjechali służbowo do Wrocławia. Długo rozmawialiśmy. Wydawało mi się, że znając jako tako ze szkoły język Aleksandra Puszkina, podołam „wyzwaniu”. Starałem się tedy używać słówek i związków frazeologicznych - tych trudniejszych, bardziej zaaawansowanych. I czym się to skończyło? Szliśmy ulicą Świdnicką na plac Kościuszki. Wskazując na Klub Międzynarodowej Prasy i Książki, zawołałem: „Wot izba-czitalnia”. Usłyszawszy to Rosjanie ryknęli śmiechem. Pokładali się ze śmiechu, a ja wciąż jeszcze nie rozumiałem, w czym rzecz. Wytłumaczyli mi. Otóż przywołana przeze mnie izba-czytelnia - to atrybut Rewolucji Październikowej 1917 roku. Nowa władza radziecka zwalczała analfabetyzm wśród szerokich mas proletariatu w najodleglejszych zakątkach Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Tam, gdzie tylko było jakie takie miejsce na świetlice. Jeden taki ktoś, wykształcony, który umiał czytać i pisać, czytał na głos wszystkim. A ci „niegramotni”, zebrani wokół niego, skuchali. Słowem, między izbą-czytelnią a Klubem Międzynarodowej Prasy i Książki była dość istotna, bo diametralna, różnica. Teraz już wiem.
Gafa druga, na wspomnienie której robi mi się słabo, przydarzyła się u dobrych znajomych przed wielu laty. Ulegając namowom, zasiadłem do pianina. I nie o to chodzi, co (a nawet: jak) zagrałem. Rzecz w tym, że nad pianinem wisiał obraz Pabla Picassa. A ja - o zgrozo, o wstydzie - jąłem dziwić się głośno, dlaczego kupili tę oto biało-czarną reprodukcję, przecież trzeba było... kolorową! Sęk w tym, że „Guernica”, obraz z 1937 roku, w oryginale jest właśnie taki, czarno-biały. Będący wyrazem atmosfery okrucieństwa, zgiełku i zamętu wojennego. Picasso przeżywał bowiem tragedię kraju swego, wybuch wojny domowej w Hiszpanii. Zbombardowanie przez niemieckie lotnictwo miasta Guernica dało malarzowi asumpt do ujęcia w artystycznej formie brutalności wojny, tej „maszyny do mielenia ludzkiego mięsa”. A moje nieopatrzne zdziwienie, dlaczego to jest czarno-białe, a nie kolorowe - spośród tych uświadamianych przeze mnie - jest chyba największą gafą intelektualną.
Gafa trzecia, zapisana przeze mnie na łamach Panoramy Oleśnickiej, była zawarta w relacji z występu w Oleśnicy 25 sierpnia 1995 roku zespołu folklorystycznego „Rosas do Lena” ze Starej Estremadury w południowej Portugalii. Już w samym tytule czyha błąd... Być może, bo nie mam co do tego do końca pewności, po dziś dzień. Napisałem wtedy: „Tańczę fandango nad stawami”. W rzeczonym przypadku, zdaje się, chodzi jednak o portugalskie „fado” - melancholijne pieśni ludowe śpiewane przez solistę przy akompaniamencie dwóch gitar. Fandango natomiast jest hiszpańskim tańcem ludowym w metrum trójdzielnym, wykonywanym głównie przy wtórze kastanietów i gitary. No cóż, zdaje się, pomyliłem taniec hiszpański z portugalską pieśnią. Może nawet spotykają się one na pograniczu i przenikają, co dla mnie - oleśniczanina - nie jest łatwe do rozróżnienia, ale mimo to czuję się winny tego... zamieszania. To tak, jak gdyby Portugalczyk pomylił kujawiaka z oberkiem, bo obydwa są „na trzy”, chociaż ten pierwszy - powolny, a drugi - szybki, „wirowy”. No cóż, chyba palnąłem gafę i to mnie... ssie, do czego przyznaję się, zawstydzony.
Co mnie skłoniło do tego wyznania?... Już miałem zauważyć, że w relacji młodych autorów z plenerowej imprezy nad stawami w samym sformułowaniu „kameralne formy symfoniczne”... coś „nie gra”, bo przecież... białe nie jest czerwone. Zanim jednak zacznę doszukiwać się źdźbła w oku u kogoś, „najsampierw” zauważę belkę w swoim. Naprawianie świata zacząłem tedy od siebie. Gafa „intelektualna” doskwiera i lepiej się z niej samemu „rozliczyć”.
autor: Czesław Panek
Skomentuj ten artykuł! (3)