Na cały gwizdek!
W naszej politykoklasie dzieją się rzeczy coraz bardziej ciekawe. Co prawda Rywinowcy już nie grają, o Parafianach jakby nieco ciszej, ale za to o Orleńcach coraz głośniej. Wygrywają mecz za meczem. Jurystom już dołożyli, a teraz toczą rozgrywki z Kulczykami. Ostatnio im dołożyli, ale i tak będzie im przyznany walkower, bowiem wykryto u Kulczyków pewną niejasność. Otóż ten ich najlepszy zawodnik i jednocześnie kapitan drużyny jest niby kontuzjowany i grał za niego w ostatnim meczu zawodnik rezerwowy Widacki, który nie wpłacił na czas do klubowej kasy składki członkowskiej w wysokości 15 zł (słownie: piętnaście złotych polskich). Orleńcy są na fali i chcą grać z drużynami najsilniejszymi, o pełnych składach. Domagają się na przykład wyraźnie, aby z Kulczykami zagrał sam marszałek Oleksy. Przegłosowano tę sprawę na posiedzeniu zarządu klubu. Jak dołożyć, to najlepszym! Wiadomo przecież nie od dzisiaj, że Oleksy reprezentuje najwyższą klasę. Grywał przecież na podwórku z samym Ałganowem, bo mieszkali koło siebie. Stworzyli nawet niezłą drużynę podwórkową. Pojawiły się, co mnie bardzo jako kibica zasmuciło, w drużynie Orleńców pewne drobne (mam nadzieję) nieporozumienia. Otóż trzem zawodnikom, lewemu obrońcy, lewemu pomocnikowi i lewoskrzydłowemu, nie podoba się styl gry drużyny. Mają zastrzeżenia do taktyki, do treningów, a nawet do trenera. Grożą odejściem z drużyny, a to może doprowadzić nawet do rozwiązania zespołu. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Tyle już razy pisałem o drużynach naszej politykoklasy, o Orleńcach, Rywinowcach, Parafianach, Kulczykach, a ani razu nie wspomniałem o sędziach prowadzących te mecze. Zawsze w cieniu, hermetyczni, niczym się nie wyróżniający, aż tu nagle jest o nich ostatnio głośno. Na weekendowej kursokonferencji Dolnośląskiej Organizacji Sędziowskiej odbywającej się w Borowicach koło Jeleniej Góry panowie sędziowie piłkarscy chwycili za gwizdki, tylko nie te. Doszli pewnie do słusznego wniosku, że ważna jest nie tylko teoria, ale przede wszystkim sprawność fizyczna. Muszą być sprawni przez całe 90 minut, a czasami i więcej. Najlepiej to jest poćwiczyć z paniami sędzinami, które na tej kursokonferencji też były. I wzięli się do ostrych ćwiczeń. No, no, no - 90 minut w futbolowym łóżku, bez przestojów w grze, to nawet dla rutyniarzy, jurnych jurystów, wyczyn nie lada.
Taki mecz oczywiście bez goli obyć się nie może. Główny sędzia to ma duże fory, bo ciągle jest w akcji. Gorzej mają boczni, bo biegają tylko wzdłuż. Rzadko się zdarza, aby taki boczny podbiegł do głównego. Pewnie jak już wytrzymać nie może. Właśnie wówczas najczęściej spuszcza się (przepraszam, puszcza się) spalonego. Kondycja to rzecz najważniejsza, bo zdarza się, że taki sędzia ramol bez zaprawy wcześniejszej środka się głównie trzyma, niewiele lata i boi się, może i słusznie, pola karnego. Trzyma tylko za gwizdek, wyłapuje nakładki, reaguje na nieprawidłowe wślizgi i liczy na koniec... rychły meczu.
Z przecieków to wiem, że na tej kursokonferencji mówiono i o tym, co by panowie gwizdali także mecze piłkarskie drużyn kobiecych. Całkiem to przecież inne sędziowanie, bo na przykład wślizgi są wdzięczniejsze, w murze co innego się zasłania, miło oglądać przyjęcie piłki na piersi i tylko jest głupio dostrzegać obronę dziurawą i dawać czerwone kartki.
Szanowni Czytelnicy, piłka nożna nam w Polsce rośnie, trzymajmy kciuki, tak trzymać!!!
autor: Roman Ćwiękała
Skomentuj ten artykuł! (2)