Nadzieja
„Wiarę mu dała, miłość mu dała i przy nadziei sama się została”. Nie o taką nadzieję chodzi. Chodzi o nadzieję, która jest matką głupich - jak mówi polskie przysłowie. Że to Polacy wymyślili, to się wcale temu nie dziwię. Przecież my w Polsce cały czas czegoś oczekujemy, na coś czekamy, ufamy, że coś się spełni, że coś złego się zakończy. Ciągle mamy nadzieję wielką i małą też coraz częściej. Wierzymy, nadzieję żywimy i tracimy też. Najbardziej tejemnicza, najbardziej oczekiwana to nadzieja na życie wieczne. Mówią, że bez nadziei żyć nie można, że nadzieja życie ludzkie słodzi, że człowiek póty ma nadzieję, póki żyje, i że nadzieja jest kapitałem życia. Coś mi się wydaje, że to nie jest tak do końca.
Wyjątkowo zająłem się tym tematem, bo też wyjątkowo, zwłaszcza w ostatnim tygodniu, nadzieja mnie dotykała. Nie tylko zresztą mnie. Tydzień to był smutny, stąd tyle nadziei we mnie. Też miałem nadzieję, że Adam Małysz wypadnie lepiej, ale nie mam do niego pretensji. Jest wielki, zrobił dla nas już bardzo dużo i nie umniejszajmy mu zasług z powodu jakiegoś tam małego niepowodzenia. Namieszali nam w głowie i porobili nadzieję, media przede wszystkim. Mówią, że bez nadziei żyć nie można, ale i przez to im ona większa, tym boleśniejsza. Śledzę uważnie wydarzenia na Ukrainie i mam nadzieję, że wszystko tam się dobrze skończy. Problem ukraiński to sprawa bardzo poważna i nie mnie ją omawiać, bo to nie żarty. Z przyjemnością przeczytam na temat Ukrainy felietony moich zacnych kolegów z Panoramy.
Bardzo przeżyłem dramat rodziny K. Dramat to niewyobrażalny. Znałem Romka, jego zaangażowanie, aktywność, pasje, zainteresowania i bezinteresowność. Nadzieja pozostała, że przecież wystarczy jej promyk, aby otwarło się niebo, niebo dla Romka... Nadziei się nie pozbędziesz, bo jest ona jak płomień, który miga, płomień, który nigdy nie gaśnie. Nadzieja to jak chmury, które czasami przechodzą, ale i czasami deszcz przynoszą.
Multum nadziei spadło nagle na mnie w tym tygodniu. Każde moje działanie, każda myśl nadzieją jest utkana. Mam nadzieję, że wrócą szybko nasi z Iraku, że skończą się wreszcie w Polsce przekręty, że wszyscy miłować się będziemy, że żyć będziemy dostatnio, zdrowi, szczęśliwi i ciągle uśmiechnięci. Setki, tysiące nadziei i nie należy przytwierdzać okrętu do jednej tylko kotwicy i życia do jednej tylko nadziei, gdy potem staje się w utrapieniu.
I jeszcze na koniec o meczu Orleńcy - Kulczyki. Klasyczna to beznadzieja. Nie ma tu żadnej nadziei, by było to widowisko na jako takim poziomie. Żenujące to spotkanie i jedyna dla mnie okazja w tym smutnym tygodniu, co by sobie pochichotać. O ludzka ułomności. Kiedy ten felieton, jako pierwsza, córka moja przeczytała, usłyszałem takie zdanie: „Nadzieją ratuje się tylko człowiek nieszczęśliwy”. Mój minioptymizm runął jak przysłowiowy domek z kart.
autor: Roman Ćwiękała
Skomentuj ten artykuł! (0)