Niewinny Jackson
Niesłychanie jest ważne, by od orzeczeń, gdzie kierujemy się Sprawiedliwością, oddzielać własne sympatie i antypatie. Nie ukrywam, że pana Michała Jacksona ani nie lubię, ani nie cenię. Traktuję Go jak nieszczęśliwą małpę. Tym niemniej Jego uniewinnienie przez sąd w Santa Monica przyjąłem z radością - a to z kilku powodów.
Po pierwsze: utarto nosa dziennikarzom-skandalistom. Jakiś amerykański korespondent której-ś telewizji trzeźwo powiedział dziennikarce - oburzonej, że p. Jacksona uniewinniono: „Ale-ż, proszę Pani! Przysięgli byli tam, na sali, wiedzieli zeznających, mieli w rękach dowody - a Pani wie tylko to, co wyciągają dziennikarze”. Musicie Państwo zrozumieć: Telewizja - kłamie! „Tabloidy” - kłamią! Kłamią - bo wyciągają tylko wątki sensacyjne. Natomiast tzw. poważne dzienniki - kłamią jeszcze perfidniej, bo celowo, systematycznie i z powodów politycznych...
Po drugie: przycichnie histeria „walki z pedofilią”. Czerwoni zawsze pracowicie niszczą rodzinę - i ostatnio do tego celu używają straszaka „pedofilii”. W tej sprawie mocno przesadzono: człowiek boi się wziąć na kolana własną siostrzenicę lub poklepać po pupie wnuczkę!
Po trzecie: przykrócono zasadę „Jak ktoś jest bogaty, to można z niego drzeć”. Otóż - nie! Bogaci i biedni muszą być przez sądy traktowani tak samo! Nie może być tak, by byle cwaniak mógł wyciągać od bogacza odszkodowanie za fikcyjne „przestępstwa”.
Po czwarte: p. Jackson niewątpliwie jest dziwakiem, i to niezbyt (mi) sympatycznym. Jaki normalny facet lubi spać z obcym dzieciakiem w pościeli? Ale wyrok potwierdza, że i dla niesympatycznych dziwaków jest jeszcze miejsce w dzisiejszym społeczeństwie. I bardzo dobrze!
janusz@korwin-mikke.pl
autor: Janusz Korwin-Mikke
Skomentuj ten artykuł! (2)