Normalność po arabsku
Arabska kawa - strasznie mocna, zwłaszcza dla kogoś, kto kawy prawie w ogóle nie pije. Piję ją w pędzie, żeby jeszcze pooglądać braterski pojedynek wyborczy: w Hebronie na czele list wyborczych dwóch głównych partii - Hamasu i Fatahu stoją rodzeni bracia. Teraz rozumiem, co to znaczy polityka klanowa… Ostro krytykowałem Hamas, także publicznie (np. w ostatnim numerze „European Voice”), ale tylko z tego powodu trudno mieć sympatię do tamtejszego lidera Fatahu, który w latach 1982 - 1988 reprezentował Organizację Wyzwolenia Palestyny… w Moskwie. Zdaje się, że stare polskie powiedzenie „Wart Pac pałaca, a pałac Paca” może tu być użyteczne.
Tylko zresztą te partie obsadziły w Hebronie tylu kandydatów, co miejsc. Trzecie jest pod tym względem ugrupowanie Męczennika Abu Ali Mustafy (Demokratyczny Front Wyzwolenia Palestyny), czyli potencjalni sojusznicy Hamasu w parlamencie palestyńskim - ma 4 na 9 miejsc. Parę godzin później okaże się, że są też, zdaniem wyborców, trzecią partią. Reszta, przynajmniej w radykalnym Hebronie, nie liczy się.
Frekwencja na całym Zachodnim Brzegu będzie niższa niż w Strefie Gazy. Z ciekawostek warto odnotować, że kanadyjscy obserwatorzy zauważyli, że ukradkiem robiono zdjęcia kart do głosowania w lokalach wyborczych. Następnego dnia jedna z gazet izraelskich napisze, że kopie kart wyborczych kosztowały 100 dolarów…
Pojęcie ciszy wyborczej tu nie istnieje. W dniu wyborów minaret oblepiony jest plakatami, po ulicach jeżdżą - przeraźliwie trąbiąc - auta też obwieszone propagandą wyborczą. Przed samymi lokalami (ale już nie w nich!) po obu stronach przejścia tabuny zwolenników dwóch czołowych partii wciskają ci bezceremonialnie ulotki wyborcze, chcesz czy nie chcesz, głosujesz czy nie głosujesz, niczym towar na „arabskim suku”. Ale jest spokojnie. Niespokojnie zrobi się dopiero po opublikowaniu przez zachodnioeuropejskie gazety idiotycznych antyislamskich karykatur.
TV Al Dzazira przez cały wyborczy czwartek, chcąc nie chcąc, wspiera Fatah, puszczając na okrągło reportaże o Arafacie i OWP. Widzę to kątem oka, ale regularnie, gdy co parę godzin przywozimy raporty z lokali wyborczych do hotelu Regency, gdzie mieści się sztab międzynarodowych obserwatorów. W Hebronie znacznie zimniej niż w ciepłej Jerozolimie czy Ramallah - miasto położone jest wyżej. Odwiedzamy jeszcze miasteczko Dura, kilkanaście kilometrów na zachód od Hebronu. Tam też, jak w wielu innych miejscach, lokale wyborcze mieszczą się w szkole, często zresztą dyrektor szkoły - zwykle kobiety - jest szefem lokalnej komisji wyborczej. Z jedną z nich rozmawiałem w Hebronie. Bardzo się bała przed otwarciem lokali w jej szkole (jest ich 6), ale teraz wie, że wszystko będzie dobrze. Chce normalności, chce, żeby nie było już walk i zamachów, a jej uczniowie mogli w ramach wymiany międzynarodowej jeździć zagranicę i przyjmować swoich rówieśników - tak jak to jest w innych krajach. Życzenia prozaiczne - czy te wybory je przybliżą?
www.ryszardczarnecki.pl
autor: Ryszard Czarnecki
Skomentuj ten artykuł! (5)