O „deklu”
Każde szanujące się miasto dba o swoją promocję. O swój indywidualny wizerunek, o swój niepowtarzalny charakter. Promocja miasta przekłada się na jego społeczno-gospodarcze oblicze. Miasto promuje się poprzez różnorodne działania prowadzone przez wyspecjalizowane agendy samorządowe oraz inne organizacje i stowarzyszenia. Miasto promują też jego mieszkańcy. Formy takiej promocji są różne. Począwszy od wszelkiego rodzaju wydawnictw, poprzez organizację dużych przedsięwzięć, a skończywszy na indywidualnych sukcesach jego mieszkańców. Tak też się dzieje w Oleśnicy. Istnieje drugi nurt promocyjny naszego miasta. Nurt undergroundowy. Tak jak Lubin, to zagłębie miedziowe, a Katowice - zagłębie węglowe, to w wyżej wspomnianym nurcie Oleśnica jest określana jako zagłębie drzwiowe (okienne, piecykowe). W zagłębiu tym najważniejszy jest tzw. dekiel uprawiany przez „deklarzy”. Któż to taki? To nie kto inny jak spolszczona wersja amerykańskiego komiwojażera. Znamy tę postać choćby z głośnej sztuki Arthura Millera Śmierć komiwojażera. Tak więc deklarz to ktoś, kto zbiera zamówienia dla swojej firmy, odwiedzając mieszkania na obszarze całego kraju. Ilu jest w Oleśnicy „deklarzy”, trudno określić. Niemniej patrząc na ilość firm zajmujących się usługami, z pewnością dużo. Znam osobiście tych ludzi. Chcąc zarobić na życie, wyjeżdżają na całe tygodnie, narażając się niekiedy na niemiłe spotkania trzeciego stopnia. Kto wie, czy Oleśnica ludziom gdzieś tam nie kojarzy się bardziej z drzwiami, piecykami gazowymi, niż z piastowskim zamkiem. Jest to grupa ludzi, którzy w osobistych kontaktach zostawiają dobre wrażenie o oleśniczanach. Niestety, są i przypadki, kiedy recepcjoniści w hotelach, słysząc słowo „Oleśnica”, rozkładają ręce, mówiąc o braku miejsc, choć te miejsca są. Opowiadano mi o przypadkach, kiedy deklarze po ciężkim dniu, chcąc odstresować się, urządzali w pokojach hotelowych imprezki przy ognisku, a nad ranem resztką sił wymykali się z hotelu, nie płacąc za pokój. Opowiadano mi o innych podobnych historiach. Tego typu deklarze zostawiają zgoła inne wrażenie o oleśniczanach. Mało tego - szkodzą także tym, którzy w tych ciężkich czasach „dekiel” traktują poważnie jako źródło swojego i rodziny utrzymania. Odbija się to czkawką innym mieszkańcom miasta, którzy z różnych powodów ruszają gdzieś tam w Polskę.
Piszę o tym zjawisku w kontekście uczucia, które powinno być pielęgnowane w sposób ciągły i konsekwentny. Uczuciem tym jest patriotyzm lokalny. Nie od dzisiaj przecież funkcjonuje sposób oceniania i wnioskowania od szczegółu do ogółu.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (2)