



W młodości czytałem sobie książkę znakomitego pisarza śp. Aldousa Huxleya pt. „Niewidomy w Ghazie” - więc chociaż 4/5 publicystów pisze obecnie o „Gazie”, sprawdziłem u źródła: po arabsku jest „Ghaza”, więc piszę nadal „w Ghazie”. Nie będę szedł w ślady bolszewików, którzy tak lubili oszczędzać na literach, że stwierdziwszy, że „Fi” oraz „Theta” występują w ruszczyźnie rzadko, uznali, że litera „F” znakomicie obydwie głoski zastąpi. W wyniku czego do dzisiaj „Tomasz Ateńczyk” wygląda po rosyjsku tak: „Afinskij Foma” - co, przyznacie Państwo, jest dość dziwaczne.
Tak samo głupio wygląda w moich oczach „Gaza”. W dodatku właśnie przed chwilą wołałem do Żony: „O czym napisałem poprzedni felieton?” - „O Gazie” - „O Ghazie czy o gazie?”...
Również przed chwilą oglądałem zdjęcia z Ghazy. Dzielni bojownicy z Cahalu i Hamasu stracili kilkudziesięciu ludzi – a cywilów przy okazji zginęło już ok. 1000. Hamasowców jest mało – więc trudno w nich precyzyjnie rakietą trafić...
Gdzie te czasy, kiedy Cahal składał się z pełnych zapału niemal komandosów! Dziś armia Izraela coraz bardziej upodobnia się do amerykańskiej: najpierw posłać samoloty, potem rakiety, potem helikoptery – a jak już nic się nie rusza, to można ewentualnie jakiegoś żołnierza wysłać. Takie postępowanie zabija w armii bojowego ducha: żołnierze zamiast iść jak straceńcy, jak wcielone diabły, do przodu – chowają się tchórzliwie. Bo Cahal przyjął zasadę, że „życie żołnierza jest najważniejsze”.
Rozczula wręcz to, że Izrael najbardziej troszczy się o życie jakiegoś kaprala, porwanego chyba już rok temu przez hamasowców. Czy aby go nie zabiją z zemsty? Ciekawe, co się stanie, gdy zginie od bomby zrzuconej na Ghazę przez własnych rodaków. Ale rozumowanie: „1000 trupów arabskich to furda – liczy się życie naszego kaprala” można by nazwać nawet rasistowskim...
....gdyby nie fakt, że i jedni, i drudzy są Semitami.
W naszym zaścianku zaś dyskutuje się głównie o gazie. Jak już pisałem wielokrotnie, problem w w tym, że rurociąg, służący jedynie do przesyłania gazu rosyjskiego na Zachód, nie należy do GazPromu, tylko do NaftoHazu albo wręcz do Republiki Ukraińskiej. W efekcie nie można dociec, kto jest odpowiedzialny za brak gazu – i obydwie strony obrzucają się oskarżeniami. Federalni podejrzewają, że albo Ukraińcy im ten gaz podkradali (do czego się przyznali) i podkradać chcą (do czego się nie przyznają...) - albo podczas tych operacji uszkodzili gazociąg i nie chcą się do tego przyznać. Z’irytowana Komisja Europejska wystosowała więc ostre pismo do obydwu państw z żądaniem, by doprowadziły obydwa przedsiębiorstwa do rozumu.
Tyle że są to firmy de facto państwowe – więc Kijów i Moskwa musiałyby mitygować... samych siebie.
Byle do wiosny – może gazu starczy.
A zarabia na tym... Białoruś!
autor: Janusz Korwin-Mikke