O Strongmanach i nie tylko
Ostatnimi czasy niezwykłą karierę robią Strongmani i ich widowiska. Pudzianowski i jego koledzy gromadzą widownię równą widowni niejednej gwiazdy naszej pop estrady. Przewracanie opony, bieganie w kółko z ciężką beczką, czy spacery z żelaznym złomem to droga do kariery, pieniędzy, autografów i wspólnych zdjęć z normalnymi w budowie ciała ludźmi. Czyżby triumf ciała nad umysłem? Trudno sobie wyobrazić, aby na stadion, gdzie zawodnicy zmagali się w quizie wiedzowym, przyszło ok. 1000 ludzi i robiło sobie z nimi zdjęcia. Wszak rozumu nie widać. Oczywiście wśród siłaczy są ludzie rozumni z odpowiednią ogładą. Mają swoje zawody, prowadzą firmy, działają. Lecz Polska zna ich tylko za to, co widać. Kult ciała i siły przeżywa swój renesans. Bez wątpienia duża w tym zasługa mediów oraz browarów promujących swoje wyroby. Ale czy tylko? Kult ciała lub jego poszczególnych części nie jest niczym nowym w dziejach ludzkości. Współczesna obyczajowość nie pozwala na czczenie męskiej części ciała, która od wieków była uznawana za symbol siły i nie tylko tej rozrodczej. Skoro nie można pokazywać tego, co tradycyjne, znalazł się sposób na historyczną rekompensatę. Rzeźbi się biceps i klatę. Kiedyś Grecy hoplici i wojownicy etruscy, odziani w nagolenniki, hełmy i zbroje, nosili odsłonięte genitalia i nie miało to nic wspólnego z seksualizmem. Na Wyspach Sundajskich znajdują się wyrzeźbione w drewnie figury tzw. ityfaliczne. Ze względu na obyczajność nie będę tłumaczył znaczenia tego słowa, a każdy zainteresowany sięgnie po właściwą literaturę. Figury te przedstawiają strażników wystawionych przeciwko rozmaitego rodzaju demonom ziemskim i pozaziemskim wrogom. Charakterystycznym jest, iż przy kształtowaniu figur pomijano często ramiona i nogi, wreszcie nawet tułów i głowę, pozostawiając w pewnym momencie tylko sam fallus. Ww. jest dwuznaczeniowy. To przede wszystkim symbol władzy, a dopiero potem płodności. I tak można by było mnożyć przykłady bez końca. Na pocieszenie dla tych mężczyzn, którzy nie są zbudowani jak „Dominator” i nie mają skłonności do ekshibicjonizmu, odsyłam do prac etnologa Konrada Lorenza, który określił, jakie właściwości anatomiczne powinien posiadać obiekt, aby wzbudzać pozytywne emocje. Według Lorenza to:
1. Stosunkowo duża głowa;
2. Przeważająca w stosunku do części twarzowej czaszki jej część mózgowa z wypukłym wysunięciem ku przodowi czołem;
3. Duże oczy umieszczone zgodnie z wyżej wymienionymi proporcjami co najmniej poniżej połowy wysokości czaszki;
4. Stosunkowo krótkie, grube i niezdarne kończyny;
5. Ogólnie zaokrąglone formy ciała;
6. Pewna ściśle określona miękka i elastyczna konsystencja powierzchni ciała;
7. Okrągłe, wystające „pyzate” policzki.
Powyższego życzę sobie i wszystkim oleśnickim mężczyznom.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)