O całowaniu w PRL
Mamy wakacje, a więc nie czas, by poddawać się rozważaniom natury ambitniejszej. To możemy sobie zostawić na długie jesienno-zimowe wieczory. Mamy piękne lipcowe słońce, o którym kiedyś pisano wzruszające strofy. Mamy całą paletę barw, a „wszystkie barwy lipca znajdziesz w Kołobrzegu” - jak niegdyś śpiewała bodajże Regina Pisarek. Tak, była taka wokalistka. Lipiec w naszej historii to przede wszystkim 22 lipca, a więc jeden z symboli minionego PRL-u. Zresztą takich symboli było więcej. W emitowanym parę dni temu filmie Taka była telewizja w programie regionalnym akcentowano symbol, który określano jako popularnego „misia”, czyli gorący pocałunek w usta między tow. Breżniewem a tow. Jaruzelskim. Ów symbol jest traktowany jako coś, co oficjalnie nie mieści się w naszej obyczajowości i kulturze. Jednak z punktu wiedzenia antropologii i etologii zachowanie takie nabiera innego znaczenia. Po pierwsze - należy wspomnieć, że w ogóle pocałunek u człowieka bierze swój rodowód od motywu karmienia „z ust do ust”. Obecnie media emitują reklamę, gdzie dwoje młodych ludzi pichci coś z makaronu. Podczas jego konsumpcji, a dokładniej przy wciąganiu do ust tej samej nitki, ich usta w pewnym momencie stykają się. Kiedyś w Europie Środkowej w tyrolskich Alpach Wschodnich istniał obyczaj wymiany tytoniu do żucia jako znak utwierdzenia przyjaźni: gdy dziewczyna przyjęła przeżuty tytoń, było to oznaką wzajemności.
Po drugie - jedna i ta sama osoba może dla pozdrowienia używać różnych form pocałunku zależnie od stosunku swojej rangi do rangi pozdrawianego. Pocałunek może przekształcić się także w znak pobratymstwa, w stan pewnej zażyłości. U Hipolita w Liturgii czytamy: „Wierni mają się wzajem całować, mąż niechaj całuje męża, niewiasta - niewiastę, a mężowie niechaj niewiast nie całują”. Natomiast Herodot, pisząc o Persach, tak pisał o powitaniu: Persowie pozdrawiają się w rozmaity sposób w zależności od stanu każdego z nich. Gdy są sobie stanem równi, całują sie w usta. Jeżeli jeden jest tylko nieco niższego stanu od drugiego, całują się w policzki. Taki, który urodzeniem swoim jest o wiele niższy od tamtego, pada przed nim na twarz. Tak więc ta teoria burzy dotychczasowe postrzeganie stosunków wzajemnych między ZSRR i PRL. Nieprawdą jest, że towarzysze radzieccy traktowali „z góry” towarzyszy polskich. Całując się w usta, dawali dowód na równość stanów. Gdy ktoś ważny będzie chciał mnie pocałować w usta, nie będę się wzbraniał.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)