O cierpieniu
Mel Gibson solidnie zamieszał swoją Pasją. Film budzi kontrowersje, powoduje u widzów emocjonalną huśtawkę. Opinie na jego temat oscylują wokół takich rozbieżnych ocen jak: wspaniały, okrutny, prawdziwy, kicz i fałszerstwo, gloryfikujący i obrazoburczy itd. Wśród tych opinii szczególnie mocno poruszyło mnie określenie fałszerstwo. Teoretycy kina, w tym Sol Worth, twierdzą, iż o obrazach nigdy nie mówi się, że one kłamią w tym sensie, w jakim mówi się o kłamstwach słownych. Zakłada się przeważnie, że obrazy filmowe mówią raczej prawdę niż kłamstwo. Jeśli wytworzony obraz będzie niezgodny z rzeczywistością, to w takim przypadku mówi się raczej o tricku, manipulacji, a nie o fałszerstwie. W pełni z powyższymi twierdzeniami się zgadzam. W odbiorze dzieła Gibsona jest jednak pewien mianownik wspólny. Jest nim refleksja nad cierpieniem, które maluje się na twarzach ludzi opuszczających sale kinowe. Widzowie są poruszeni realistycznymi scenami, wspomaganymi przez hollywodzkie ujęcia. Pozornie wydawałoby się, że jest to normalna reakcja. Jednak już niedługo będziemy oglądać w telewizji autentyczne newsy z Filipin, gdzie grupy wiernych (bez żadnych tricków i całego Hollywod) będą wbijać sobie gwoździe w kończyny i tak wisieć na krzyżu. Jestem pewien, iż obrazy te potraktujemy jako folklor religijny. Swoistą etniczną ciekawostkę, po obejrzeniu której powrócimy do spożywania przerwanego obiadu. Przecież to też o cierpieniu.
Rokrocznie z okazji świąt Bożego Narodzenia w Poniatowicach odbywa się przegląd grup kolędniczych (oby trwał wiecznie). Właśnie tam mamy okazję widywać przedstawienia, które określane są jako "Herody". Spektakle te przygotowują mieszkańcy wsi. Skupieni wokół świetlic. W takim spektaklu rolę okrutnego Heroda wydającego rozkaz "wyrżnięcia wszystkich niemowląt w okolicy" wciela się znana we wsi postać. W Smolnej, pamiętam, to był pan Wzorek (pozdrowienia), postać wesoła i dobrotliwa. Coż się dzieje na widowni, gdy Herod - Wzorek się pojawia? Sala wybucha śmiechem. Gdy do tego kilka uroczych diabełków szturchnie Heroda widłami w tyłek, to dopiero ubaw po pachy. Przecież to też rzecz o cierpieniu. Chcę być dobrze zrozumiany. Nie mam nic przeciwko tym spektaklom. Sam robiłem podobne. Problem w czym innym. W cierpieniu, a dokładniej w sposobie jego odczuwania. Podsumowując: Człowiek jest stworzeniem okrutnym. Właśnie cierpienia uczyniły go okrutnym, a zadawanie cierpień jest stałym elementem jego życia i działania.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (3)