O dobrym imieniu
Przed wieloma laty młoda dziewczyna wychodząca za mąż musiała być „nie naruszona”. Co to oznacza, każdy dorosły człowiek wie i tłumaczyć nie trzeba. Taka była presja obyczajowa. Jednak, jak to często bywa, życie swoje, a obyczaj swoje. Krew nie woda. Rezolutność podpowiadała młodym żonom bardzo proste rozwiązanie problemu utraconego „wianuszka”. W noc poślubną dziewczyna zabierała z sobą do alkowy mały zwierzęcy pęcherz wypełniony odpowiedniego koloru cieczą. Gdy nadchodził moment kulminacyjny, wystarczył jeden ruch, by zawartość pęcherza została uwolniona, ku radości pana małżonka i całej rodziny. Dobre imię zostało uratowane. Wspominam o tym w kontekście zawieruchy powstałej po artykule „Kup mojego nauczyciela”. Jak się okazuje, w miarę upływu czasu i w tym przypadku chodzi o dobre imię szkoły. Imię to zostało zszargane przez paskudną gazetę i nie mniej paskudnych dziennikarzy. Wszak nagłośnienie tego skandalu może zaważyć na decyzji o przyznaniu placówce oleśnickiego Oskara, ba, na dalszej jej przyszłości. Przecież można było inaczej, po ludzku. Skoro już dziennikarz wyniuchał sprawę, to mógł zadzwonić do dyrekcji, przekazać, co wie, a ona spreparowałaby „pęcherz” i dobre imię skalanym by nie zostało. Czy w tych gazetach nie mają o czym pisać? Wokół tyle dobrego się dzieje, sukces goni sukces, zajmowane są czołowe miejsca w rakingach, a pismaki jacyś tacy obojętni na pozytywy. Pewnie to zwykła zazdrość każe im milczeć tam, gdzie sukces, a pyszczyć, gdy zdarzy się incydent. Robienie z byle pierdoły skandalu na miarę procederu handlu żywym towarem - to ich rajcuje. Nic w zasadzie się nie stało. W innych szkołach dzieją się rzeczy potworniejsze. Ot, choćby pamiętna sprawa wrocławskiego liceum, gdzie przed trzema laty uczeń zaatakował nauczycielkę siekierą, lub ostatnie robienie z kubła na śmieci nakrycia głowy. To są dopiero tematy!
Czytając i słuchając komentarzy do aukcyjnej aferki, odnoszę wrażenie, że został gdzieś zatracony zdrowy rozsądek. Nikt, no może z wyjątkiem pojedyńczych głosów, nie traktuje tego wydarzenia jako asumpt do przemyśleń nad funkcjonowaniem systemu dydaktyczno-wychowawczego, nad kondycją naszego szkolnictwa. Grzebanie w pojedyńczym wygłupie jest pozbawione sensu. Jak świat światem takie lub inne historie zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać w przyszłości. Przerażające jest to, co się wokół całej sprawy dzieje. Kontrowersyjne wypowiedzi uczniów czy samych nauczycieli.
Liceum Ogólnokształcące im. Juliusza Słowackiego jest placówką wielce zasłużoną dla naszego miasta. Jestem głęboko przekonany, iż jeden incydent nie przekreśla jej wieloletniego dorobku. Ci , którzy sądzą, że dobre imię szkoły zostało zszargane, są ludźmi małej wiary. Poprzez takie postawy sami to dobre imię podważają.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)