O małych braciach
Reguła zakonna świętego Franciszka z Asyżu i inne jego pisma ukazują niezwykłą więź z każdym stworzeniem. Według niego zwierzęta to nasi bracia mniejsi, stąd zasługują na szacunek i dbałość, by miały zapewnione podstawowe potrzeby życiowe. Zasadą tym jest wierna całe życie mieszkanka ulicy Rzemieślniczej w Oleśnicy Pani Trzcińska. Niejednokrotnie na łamach Panoramy pisaliśmy o jej bezgranicznym poświęceniu dla zwierząt bezdomnych, porzuconych przez znudzonych właścicieli. Odwiedzaliśmy ją w jej domu, który dzieliła z całą czeredą psów i kotów. Pani Trzcińska jest osobą w podeszłym wieku, o dużej wrażliwości nie tylko na zwierzęcą krzywdę, ale i piękno. Z prostych materiałów, takich jak kawałek tektury, potrafi wyczarować obraz o wielkim uroku. Nieobce jej są próby literackie, pisane do szuflady, ot tak z potrzeby serca. Starsza pani nie ogranicza się tylko do opieki nad zwierzętami trzymanymi w domu, ale także dokarmia te, które pędzą swój żywot, bez względu na warunki atmosferyczne, na powietrzu. Często można ją spotkać na zapleczu marketu Albert w towarzystwie braci mniejszych. Zdarzyło się tak, że pewnego dnia Pani Trzcińska poszła po odpadki dla bezpańskich kotów do śmietnika Alberta, bo tak postępowała od lat i nikomu to nie przeszkadzało. Pech chciał, że trafiła na pracownika ochrony o numerze 84/707, który w swoim krótkim życiu o świętym Franciszku z Asyżu i jego pismach nie słyszał. Spotkanie to miało dla opiekunki zwierząt bardzo przykry przebieg (delikatnie określając). Faktem jest, że formalnie na terenie tym kobieta nie powinna przebywać. Jednak nic nie usprawiedliwia zachowania młodego ochroniarza wobec starszej osoby, nie robiącej w końcu nic złego. Ów 84/707 potraktował ją tak jak mniej więcej traktują klientów bohaterowie programów interwencyjnych zajmujących się sprawami bezpodstawnych pobić. Staruszka, która jest filigranowej postury, była szarpana i wyzywana od najgorszych. Młodzieniec nie miał litości i szacunku dla osoby starszej, miał za to obowiązek. Należałoby zastanowić się, gdzie tkwi przyczyna takiego postępowania. Być może jest to efekt frustracji, bo podglądać ludzi za marne pieniądze to budujące nie jest. Lecz teza ta nie sprawdza się. Osobiście znam mnóstwo ludzi pracujących jako ochrona i oznak frustracji nie wykazują. Wprost przeciwnie. Są mili i uprzejmi, nie traktują klienta jak zło konieczne. Wypełniając swoje obowiązki, kierują się zdrowym rozsądkiem, w którym miejsca na agresję nie ma. Więc gdzie jest pies pogrzebany? Pani poseł Beata Kempa apelowała w swoim felietonie o pielęgnację patriotyzmu. I słusznie. Lecz by być patriotą, najpierw trzeba być człowiekiem wrażliwym. Bez wrażliwości ten świat nie zejdzie na psy, lecz na ludzi pokroju 84/707.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)