O modelach
Po powiecie oleśnickim przeszła fala Dni poszczególnych miast i gmin. Skoro coraz trudniej o chleb, to przynajmniej gawiedź ma igrzyska. Szary obywatel słucha koncertów, zajada się kiełbasą z grilla, popcornem, dmucha w trąby i w ogóle cieszy się jak „murzyn blaszką”. Co w tym czasie robi lokalny establishment? Też się bawi. Tylko inaczej. Według określonego modelu. Chcąc zilustrować to zjawisko, posłużę się dwoma modelami: oleśnickim i twardogórskim.
1. Model oleśnicki
Tradycyjnie tuzy polityczno-samorządowo-biznesowe spotykają się na biesiadzie w zamku (biesiada na basenie okazała się, delikatnie określając, nietrafioną). Biesiaduje się nie dla samego biesiadowania, lecz edukacyjnie. Raz jest to biesiada góralska, raz grecka czy cygańska. Poznaje „kwiat” kulturę i obyczaje. Biesiada dostępna jest dla wszystkich mieszkańców miasta. Nie jest elitarna. Z pozoru. Wjazd bowiem na biesiadę kosztuje. W tym roku 60 zł od osoby. Czy to dużo, czy mało, rzecz względna. Za tę cenę edukuje się uczestnik i brata. Jest to doskonała okazja do dyfuzji towarzyskich. Jednak trzeba z tej okazji umiejętnie skorzystać. Ten, co biesiaduje „za szybko”, może się obudzić z „ręką w nocniku” i rano pluć sobie w brodę, że niepotrzebnie wywalił tyle szmalu na piwo i chleb ze smalcem. Niewątpliwym pozytywem modelu oleśnickiego jest alienacja. Stąd też można pozwolić sobie na pewien luz i swobodę.
2. Model twardogórski
Establishment tej sympatycznej miejscowości alienuje się połowicznie, albowiem miejsce biesiadowania znajduje się pod namiotami obok sceny głównej. Charakteryzuje się zjawiskiem tzw. przypływu. Początkowo za ławami zasiada jeden lub dwóch przedstawicieli „high life”, a następnie dosiadają się kolejni, w miarę przybycia w rejon biesiady. Biesiada nie ma charakteru edukacyjno-poznawczego. Ma charakter typowo rozrywkowy. Umożliwia to położenie geograficzne biesiady, gdzie biesiadnicy mogą wtórować śpiewem aktualnie występującemu artyście na scenie głównej. Menu wybredne nie jest. Biesiadnicy korzystają z tego, co ogólnie dostępne. Optymistyczne jest to, że w czasie biesiady dochodzi nie tylko do dyfuzji towarzyskich, ale i światopoglądowych. Luz i swoboda ograniczona.
Elementem wspólnym dla powyższych modeli jest pradawny zwyczaj częstowania się niegazowaną wodą z plastikowych butelek, po której trzeba koniecznie, by podkreślić smak wody, napić się innego płynu. Jest to tzw. próba porównawcza. Zarówno jeden, jak i drugi model ma grono zwolenników i przeciwników. Prawda jak matka jest tylko jedna. Każdy model jest dobry, byleby służył dobru społecznemu.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)