O pokoleniu porno
Mamy późną jesień, stąd dzisiaj będzie o jesieni naszego życia. W czasie zdarzenia artystycznego w ramach Open Culture 2004-2005 w kościele św. Jerzego rozdawano przybywającym coś na kształt broszury czy też gazetki, opracowanej przez Tomka Raka noszącego agrarną ksywkę „Burak”. Powiem szczerze, iż to, co w niej przeczytałem, miło mnie rozczarowało. Przed laty miałem okazję zapoznać się z początkami drogi twórczej owego Buraka. Popełnił on wówczas (i nawet prezentował na scenie MDK) tekst opowiadający o perypetiach człowieka z zatwardzeniem czy też rozwolnieniem. Dokładnie nie pamiętam, ale z pewnością rzecz dotyczyła wydalania. I oto dzisiaj czytam o fantazji. Nie wiem, na ile tekst ten jest autorski, bo co innego opracowanie, a co innego napisanie. Zresztą nie to jest najważniejsze. Sam dobór tekstu stanowi miarę sposobu myślenia Buraka. No cóż, klasyczna droga młodych zbuntowanych kreatorów nowej kultury. Od gówna do metafizyki, od obstrukcji do fantazji. Wróćmy teraz do jesieni życia.
W tej samej broszurze można przeczytać tekst traktujący o bolesnym procesie tworzenia. Procesie, który wymaga „głębszego spojrzenia w działalność artystyczną pokolenia porno”. Jeżeli przedstawicielem tego pokolenia jest łysiejący grubas w przepoconym podkoszulku i piszący na czacie: „mam na imię Wojtek i też mam 13 lat”, to z tezą autora o „okropnym pokoleniu porno” zgadzam się bezdyskusyjnie. Ale jeżeli ma to być bunt dla samego buntu, to jestem przeciw, bo rodzi to szowinizm np. pokoleniowy. Autor pisze: „Tak więc jestem w stanie powiedzieć, że działalność artystyczna należy do ludzi młodych”... Sam jestem już w wieku, w którym niedługo dokonywał będę wyboru: „grzane piwo” czy Gentos. Takie kategoryczne stwierdzenia o charakterze uzurpatorskim mnie drażnią. Mieczysław Wallis popełnił kiedyś wspaniałą książkę o wielkich dziełach stworzonych przez artystów w późnej starości. „W sztuce twórczość ludzi ludzi starych ma wiele szans - jak pisze Jan Józef Szczepański - tam mianowicie, gdzie potrzebna jest kumulacja doświadczenia i rozumienia, kumulacja tego, co potocznie nazywa się mądrością życiową”. Nie można odmawiać prawa do twórczości ludziom w jesieni życia. Skoro było o fantazji i starości, to jeszcze dodam. Pewien pisarz iberoamerykański o nazwisku kończącym się na „ez” (u nich prawie wszystkie nazwiska tak się kończą) napisał książkę o Gerontii, państwie ludzi starych, i daj Boże, aby Polska taką Gerontią kiedyś była.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (2)