O propagandzie
Słowo przedstawione graficznie jest podstawowym elementem konstrukcyjnym wszelkiej propagandy. Gdy odpowiednio je dobierzemy i połączymy w zdania, uzyskujemy pewną pożądaną wartość znaczeniową. Należy przy tym pamiętać o generalnej zasadzie, która mówi: „minimum słów, maksimum treści”. Jak wykazały badania eksperymentalne nad pojemnością (zakresem) uwagi, przeciętny zakres uwagi u dorosłego osobnika obejmuje około ośmiu przedmiotów. Odnosząc wyniki badań do propagandy, można stwierdzić, że najbardziej „czytelny” tekst propgandowy, eksponowany samodzielnie, powinien zawierać około ośmiu słów. Wierni tym ustaleniom są producenci papierosów. Na paczkach z papierosami drukują hasła, których celem jest zniechęcenie palacza do palenia. Oczywiście nie robią tego, kierując się troską o zdrowie nabywcy, lecz dlatego, że muszą. Wszak sami siebie, z własnej woli, nie doprowadzaliby do bankructwa. Hasła te mają treść różnoraką. W czarnej ramce czytamy: „Twój lekarz lub farmaceuta pomoże Ci rzucić palenie”. Dokładnie osiem słów. I co z tego? Znam wielu lekarzy, którzy palą jak piece martenowskie. Sam profesor Religa przyznaje się do tego nałogu. Chyba że wybierając lekarza, tak by był „mój”, nie będę kierował się jego kwalifikacjami, lecz tym, czy pali, czy też nie. Farmaceuta zaś przepisze mi jakieś drogie specyfiki i na tym jego terapia się skończy. Hasło inne przestrzega: „Dym papierosowy zawiera benzen, nitrozoaminy, formaldehyd i cyjanowodór”. Skąd, do cholery, przeciętny palacz ma wiedzieć, co to te „nitrozoaminy” czy „formaldehyd”? Pewnie papierosy z takim hasłem trafiają do określonego odbiorcy czyli do chemików. Weźmy hasło następne: „Zaprzestanie palenia zmniejsza ryzyko groźnych chorób serca i płuc”. Zmniejsza, czyli ryzyka nie eliminuje. Wobec czego czy się pali, czy też nie, ryzyko choroby zawsze istnieje. Palenie szkodzi i nie ma co dyskutować - stąd owe przestrogi. Czy zatem picie nie szkodzi? Nie ma butelek z hasłami przestrzegającymi przed spożywaniem. Miło by było przed wypiciem dowiedzieć się, że: „Twój lekarz lub farmaceuta pomoże Ci rzucić picie”. Byłoby to hasło ze wszech miar wiarygodne, gdyż o wiele mniej szkodliwe jest wychylenie flaszki w trzech niż nawalenie się samemu. Nie wspominając o funkcji integrującej takiego rozwiązania. Hasła wykorzystywane są także do celów marketingowych. Mają zachęcić do kupowania takiego, a nie innego, towaru. Nieważna wówczas jest treść przekazu oraz jej sens. Na zapalniczkach znalazłem takie oto konstrukcje: „Latające talerze przyszłością stołówek”, czy „Poszerzaj swoje horyzonty - wyburz dom z naprzeciwka”. Czy warto zatem przejmować się hasłami gdy, „raz się żyje, potem się tylko straszy”.
autor: Janusz Grela
Skomentuj ten artykuł! (1)